Kocie przytulisko już jest, teraz czas na stowarzyszenie BartKot

Emilia Dmochowska i Katarzyna Rostkowska z Bartoszyc prowadzą kocie przytulisko, niebawem też poprowadzą "kocie" stowarzyszenie. Fot. Tomasz Miroński

Emilia Dmochowska i Katarzyna Rostkowska na co dzień zajmują się swoimi sprawami, ale łączy je miłość do kotów i chęć pomocy pokrzywdzonym czworonogom. Wolontariuszki z Bartoszyc prowadzą kocie przytulisko, niebawem też poprowadzą „kocie” stowarzyszenie. Opowiedzą o nim w rozmowie z Jarosławem Góralem, naszym współpracownikiem.


Proszę powiedzieć o sobie parę słów. Czym zajmujecie się zawodowo?
— Emilia Dmochowska
: Pracuję jako Kierownik Gospodarczy w Szkole Podstawowej Nr 8 im. Łesi Ukrainki z Ukraińskim Językiem Nauczania w Bartoszycach, ale pochwalę się, że jestem na trzecim semestrze technika weterynarii, co jest bliższe mojemu sercu.
Katarzyna Rostkowska: Właśnie rozpoczynam działalność gospodarczą i zajmuję się makijażami, stylizacją paznokci.

Porozmawiajmy zatem o tym, co nas wspólnie interesuje, czyli o zwierzętach…
— K.R.
: … czyli tak w szczególności o kotach. Nie narzekasz chyba na bliźniaczki na które Cię namówiłam?

Absolutnie! Ale mnie Ty namówiłaś, a skąd się wzięła u Was taka pasja i poświęcenie dla zwierząt?
— E.D.
: Od małego, moja mama twierdzi, że nie potrafiłam przejść nie głaskając zwierzaka. Z dzieciństwa mam też jedno smutne wspomnienie – mieliśmy pieska, małego szczeniaka. W momencie kiedy ja poszłam do przedszkola a rodzice pracowali nie było komu się nim opiekować i strasznie płakał, co było uciążliwe dla sąsiadów. Byliśmy zmuszeni go oddać, ale trafił w dobre ręce. W drugiej klasie podstawówki wykazałam się inicjatywą i operatywnością i przytachałam do domu kotka. Oczywiście bez uzgodnienia z rodzicami. Nie muszę mówić, jaka mama była szczęśliwa… Kicia była z nami szesnaście lat. Obecnie mam trzy wspaniałe dorosłe koty i jednego oseska – czterotygodniowe kocię.
K.R.: Od małego pomagałam zwierzątkom – ptaszkom, kotkom, pieskom. Zawsze jakieś zwierzę przynosiłam do domu, a później szukałam mu domu zastępczego. Tak w ogóle to mam alergię na koty. Mimo to, kiedy znalazłam małe kotki w za restauracją Stodoła, razem ze znajomymi postaraliśmy się o sterylizację ich mamusi i domy dla kotków. Teraz mam w domu sukę Mysię, którą wzięłam ze schroniska w Olsztynie. Muszę dodać, że skoro my aktywnie zajmujemy się zwierzętami, to siłą rzeczy nasze rodziny też są bardzo zaangażowane w pomoc zwierzętom, za co serdecznie im dziękuję.

Wasze zaangażowanie nie skończyło się jednak tylko na opiece nad posiadanymi zwierzętami. Zaczęłyście także działać jako wolontariuszki…
— E.D.: Swoją pasję związaną z pomocą zwierzętom rozpoczęłam od wyprowadzania piesków. Dokarmiałam bezdomne kociaki na osiedlu. Zbieraliśmy także ze znajomymi karmę, koce i inne rzeczy, przydatne w opiece nad bezdomnymi zwierzakami. Przy okazji poznałam wspaniałe osoby, które pomagały bezdomnym zwierzętom w Bartoszycach. Jedną z nich jest Kasia Jacyna, która w grudniu 2017 roku założyła Fundację Niechcianych Zwierząt w Bartoszycach. Z Fundacją jestem związana od momentu jej powstania. Od niedawna jestem wolontariuszką Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami Oddział w Olsztynie. To zasługa Beaty Zemins, która mnie zmotywowała do podążania w kierunku zostania inspektorem TOZ.
— K.R.: Zaczęłam wraz ze znajomymi – Agnieszką i Arturem – zajmować się wolno żyjącą kotką Sonią. Wysterylizowaliśmy i trzymaliśmy ją, a później gościliśmy na zmianą w garażu, w piwnicy, bo nie mieliśmy po prostu gdzie. No i tak zajęłam się pomocą kotom – dokarmianiem, sterylizacją.

Rozumiem, że pasja pozostała i obecnie także angażujecie się w pomoc potrzebującym zwierzętom?
— K.R.: Obecnie staramy się pozyskiwać środki finansowe i w naturze na pomoc kotom.
— E.D.: Mamy pod opieką 50 kotów, z tego 20 małych kotów oraz 30 dorosłych, Spośród nich 10 w domach tymczasowych które czekają na dobrych ludzi i odpowiednie domy. Ponadto pomagamy około 80 kotom wolno żyjącym (bezdomnym).

Tak dużo kotów nie ma swojego domu? W jaki sposób zwierzęta trafiają pod Waszą opiekę?
— K.R.: Koty, którymi się opiekujemy, z reguły łapane są przez naszych wolontariuszy. Są to koty dorosłe, bywają także małe kotki pozostawione przez matkę. Zdarzają się też takie, które uciekły z domu lub wręcz zostały porzucone przez „opiekuna”. Ale trafiają do nas także zwierzęta przynoszone przez właścicieli, którzy na przykład się przeprowadzają lub też do oddania zwierzaka zmusza ich sytuacja życiowa.

Katarzyna Rostkowska: — Koty, którymi się opiekujemy, z reguły łapane są przez naszych wolontariuszy. Są to koty dorosłe, bywają także małe kotki pozostawione przez matkę. Zdarzają się też takie, które uciekły z domu lub wręcz zostały porzucone przez „opiekuna”. Fot. Tomasz Miroński

Przybliżcie czytelnikom, z jakimi obowiązkami wiąże się opieka nad tak liczną gromadą zwierząt.
— E.D.: Każdy chyba zdaje sobie sprawę z tego, że opieka nad zwierzęciem dzieli się na czynności przyjemne i te mniej przyjemne. Do przyjemnych należy zabawa z kotami, kocia wdzięczność po nakarmieniu, zapewnienie im dobrego domu, wdzięczność osób, które zaadoptowały kota. Te mniej przyjemne to dwukrotne w ciągu dnia karmienie i sprzątanie kuwet.
— K.R.: Do bardzo nieprzyjemnych należą także sytuacje, kiedy koty chorują. Zdarza się nawet że pomimo wspaniałej opieki weterynaryjnej, którą świadczą nam dr Dominika Kucińska, dr Mateusz Kloska oraz dr Karolina Kuklińska zwierzę odchodzi. W takiej sytuacji nie potrafię powstrzymać łez. Za tę opiekę i pomoc chcemy naszym weterynarzom bardzo serdecznie podziękować. Także za wsparcie, którego niejednokrotnie nam udzielają.

Skoro przy zwierzętach jest tyle pracy to w jaki sposób sobie z nimi radzicie?
— E.D.: Dzielimy się obowiązkami. Każdy ma wyznaczony „dyżur”, w ramach którego karmi, sprząta, podaje lekarstwa. Trzeba tu podkreślić fakt, że robimy to „po godzinach”, więc czasem bardzo ciężko pogodzić ten obowiązek z pracą. I tu powinnam wszystkim Wam gorąco podziękować. Kasia, Kasia i Kasia, Mariola, Irenka, Robert, Ewelina, Agnieszka i Agnieszka, Marcin, Ania i Ania, Artur, Marzenka, Bożenka, Marta, Jarek, Jurek, Dorota. Nie sposób wszystkich wymienić, bo zabraknie miejsca. Ale kochani – to dzięki Wam to wszystko się kręci. Kocham Was.

Opieka nad zwierzętami wiąże się także z kosztami. Być może to pytanie zbyt uproszczone, ale ile kosztuje utrzymanie kota?
— K.R.
: To w dużej mierze zależy od zasobności portfela.  W kosztach należy ująć wyżywienie oraz żwirek albo pellet. Trudno jest mi określić koszt utrzymania pojedynczego zwierzęcia, ale 10 kg suchej karmy (to spory worek) przy tej ilości kotów wystarcza nam na 5-6 dni. Do tego należy dodać karmę mokrą oraz mięso lub podroby, które także dostają do jedzenia. Staramy się, aby nasze koty jadły pełnowartościową karmę mokrą, której koty jedzą 2 kg dziennie. Do tego dochodzi żwirek, którego zużywamy 2 duże, 14-litrowe tygodniowo oraz pellet – 1 tygodniowo. Łącznie bez leczenia utrzymanie kotów kosztuje około 400 zł tygodniowo.

Wspomniałyście Panie o wydatkach związanych z leczeniem. Ile wydajecie na leczenie kotów?
— E.D.: Każde nowe zwierzę poddawane jest obowiązkowo dwukrotnemu odrobaczaniu i szczepieniu oraz odpchlanie. To koszt rzędu 70 zł za jednego kota.  Do tego dochodzą koszty leczenia chorych zwierząt, ale tu już bywa bardzo różnie. Szczepienie, odrobaczanie i leczenie w sierpniu i wrześniu kosztowało nas łącznie ponad 2,5 tys. zł.

Jak zatem finansujecie utrzymanie 50 kotów, które – jak nam wyszło z wyliczeń – kosztuje miesięcznie około 3 tys. zł?
— K.R.: To skomplikowane… Najczęściej zwracamy się z prośbą o pomoc do dobrych ludzi, a dobrzy ludzie nam pomagają. Nie sposób wymienić tu wszystkie osoby, które nas dotychczas wspomogły. Są to zarówno osoby prywatne, jak też firmy. Wspierają nas również szkoły, przedszkola, stowarzyszenia. Ofiarodawcom dziękujemy tak, jak mamy możliwość – najczęściej osobiście lub za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Gdybyście mogły poprosić czytelników o wsparcie, to co byłoby najbardziej potrzebne?
— E.D.: Przykro to mówić, ale największym problemem są finanse. Rozumiemy, że dla każdego wartość pieniądza jest inna i cieszymy się z każdej otrzymanej złotówki.  Ludzie chętniej przekazują nam pomoc w postaci karmy czy żwirku, za co jesteśmy im niezmiernie wdzięczni, ale często zdarza nam się płacić z własnej kieszeni. Największą bolączką jest opłacanie leczenia.

Czego jeszcze oprócz wsparcia finansowego potrzebujecie?
— K.R.: Mamy za mało czasu na wszystko, więc brakuje go tez na zabawy z kotami i głaskanie, które są bardzo ważnymi elementami oswajania i socjalizacji. Jeśli ktoś ma niepotrzebny koc, narzutę, ręcznik, poduszkę również chętnie je przyjmiemy. Potrzebujemy też worków na śmieci, rękawiczek jednorazowych, ręczników jednorazowych, środków czystości.

Wspominaliśmy także o adopcjach. Na czym polega adopcja?
— E.D.: Ludzie często myślą, że adopcja to jest coś, co można „załatwić od ręki”. Jesteśmy odpowiedzialne za zwierzęta, dlatego starannie sprawdzamy potencjalne domy. Każdy, kto chce adoptować kota musi wypełnić krótką ankietę adopcyjną, która ma nas poinformować o warunkach, oczekiwaniach i doświadczeniu. Często rozmawiamy z takimi osobami o obowiązkach związanych z posiadaniem kota. Staramy się dopasować kota do konkretnej sytuacji. Kolejnym warunkiem jest podpisanie umowy adopcyjnej. Dopiero wtedy przekazujemy kota dla osoby.

Emilia Dmochowska: — Ludzie często myślą, że adopcja to jest coś, co można „załatwić od ręki”. Jesteśmy odpowiedzialne za zwierzęta, dlatego starannie sprawdzamy potencjalne domy. Fot. Tomasz Miroński

Czyli jakie warunki trzeba zapewnić kotu?
— K.R.: Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że koty żyją długo, nawet 18 lat. Jest to więc zobowiązanie długotrwałe. Mają określone zachowania, nie powinno więc dziwić drapanie czy gryzienie mebli, natomiast jest to zachowanie, które da się ukształtować. Trzeba tylko wiedzieć jak i chcieć. Koty maj różne charaktery – jedne wolą samotność i lekki dystans, inne są bardzo towarzyskie i przytulaśne. Do tego charakteru trzeba dostosować warunki przestrzenne. Natomiast każdy kot ma swoje ulubione miejsce czy też miejsca. Czasem nie koniecznie po myśli właściciela. No i oczywiście kot musi załatwiać swoje potrzeby, więc trzeba mieć na uwadze, że i kuweta gdzieś musi stać.

Czy po udanej adopcji kontakt się urywa?
— E.D.: Ależ skąd. Umowy adopcyjne przewidują wizytację poadopcyjną. Natomiast najczęściej osoby adoptujące wysyłają nam zdjęcia i informacje o naszych byłych podopiecznych, zapraszają, część z nich wspomaga nasze działania.

Wiem z własnego doświadczenia, że czasem poszukujecie też tak zwanych domów tymczasowych dla kotów. Możecie przybliżyć czytelnikom, o co chodzi z domami tymczasowymi?
— K.R.: Domów tymczasowych szukamy dla kotów, które najogólniej rzecz ujmując trzeba przypilnować i dbać w zakresie szerszym, niż o resztę. Często są to zwierzęta, które są chore i którym trzeba podawać lekarstwa. Nie znaczy to, że są szczególnie niebezpieczne, bo odizolowuje się na przykład zwierzęta które mają katar – po to, żeby nie zarażały innych. Ale też koty, które się socjalizuje, czyli uczy współżycia z człowiekiem i innymi zwierzętami

Jak się można z Wami skontaktować?
— E.D.: Pod numerem telefonu 535 170 795 lub na maila kociaki.adopciaki@wp.pl

Zbliżamy się pomału do końca, więc może jeszcze zapytam o stereotypy na temat kotów. Jakie negatywne stereotypy są najczęściej kojarzone z kotami?
— K.R.: Przychodzą mi do głowy dwa – że przenoszą toksoplazmozę, chorobę groźną dla płodu ludzkiego, oraz że koty przywiązują się do miejsca a nie do ludzi i ludzie są w zasadzie dla nich obojętni.

Jak rozumiem nie jest to prawda.
— K.R.: W olbrzymiej części nie. Toksoplazmozę przenosi nikły ułamek procenta kotów, a kobieta w ciąży żeby zarazić płód musiała by mieć bezpośrednią styczność z odchodami kota. Natomiast jeśli chodzi o przywiązywanie się kota to jak najbardziej przywiązują się do ludzi i potrafią szczerze kochać, chociaż prawdą jest że są zwierzętami o silnym instynkcie terytorialnym. Koty przywiązują się bardzo mocno do swoich właścicieli. Przywiązują się także do miejsca, ale u boku człowieka!

Jakie plany związane z Waszą pasją macie na przyszłość?
— E.D.: W połowie sierpnia rozpoczęliśmy rejestrowanie stowarzyszenia. Ma to ułatwić nam pozyskiwanie środków i wolontariuszy.

W jaki sposób obecnie zawiązuje się stowarzyszenie?
— K.R.: My zdecydowaliśmy się założyć tak zwane stowarzyszenie zwyczajne. Aby je powołać należy zorganizować zebranie założycielskie minimum siedmiu członków – założycieli, na którym powołuje się stowarzyszenie, przyjmuje statut stowarzyszenia oraz wybiera jego władze. Przygotowane dokumenty dostarcza się do Sądu Rejonowego w Olsztynie no i czeka na odpowiedź. W naszym przypadku wiązało się to z ponownym zebraniem i dokonaniem pewnych poprawkę w statucie, do czego zostaliśmy wezwani przez sąd.

Jak się będzie nazywało stowarzyszenie i ilu członków liczy?
— E.D.: Stowarzyszenie będzie się nazywało BartKot i na chwilę obecną liczy ośmiu członków-założycieli. Ale kiedy już formalnie je powołamy liczymy na dynamiczny rozwój.

Czego możemy Wam życzyć na przyszłość?
Spełnienia marzeń. A na poważnie – chyba zrozumienia i empatii u dobrych ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

Jarosław Góral

 

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net.