W drodze na szczyt Robert Lewandowski strzelał bramki u nas

fot. Facebook.com

Robert Lewandowski strzela bramki, a my, Polacy, się cieszymy. Jego postać rozpoznawana jest nawet przez „niekibiców”. Jednak niektóre epizody z jego piłkarskiego życia znają tylko najbardziej dociekliwi.


Jest 15 sierpnia 2006 rok, godzina 17:00. Na stadionie w Pruszkowie stają naprzeciwko siebie dwie drużyny. Po jednej stronie boiska miejscowy, jeszcze trzecioligowy, Znicz, a po drugiej czwartoligowa Mrągowia. Mrągowianie przyjechali tu żeby zagrać mecz w ramach rundy wstępnej Zespolonego Pucharu Polski na szczeblu centralnym. Tydzień wcześniej pokonali Spartę Augustów 3:1 i dlatego przyjechali do Pruszkowa. Zawodnicy wiedzą, że będzie ciężko, bo Znicz nabierał sił i szedł jak huragan w ostatnim sezonie, ale jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że po sezonie 2006/2007 awansuje do II Ligi. A tak się potem stało.

Ale wróćmy do 15 sierpnia. Przy ławce rezerwowych stoi kierownik mrągowskiej drużyny Janusz Ranachowski i głośno myśli:
— Zobaczycie… przegramy!
— Nie kracz „Wskazówa” — odpowiada mu wiceprezes klubu  Stanisław Brakoniecki i pyta: — A to niby czemu?
— A co, nie widzisz, jaka tu atmosfera? Z nimi się nie da wygrać — kontynuuje lubiany przez wszystkich kierownik drużyny.

Mrągowianie od zawsze nazywają go pieszczotliwie „Wskazówą”. Miał on chyba, a może jeszcze ma, jakieś „konszachty” z zegarmistrzostwem i nadany mu przydomek przylgnął do niego jeszcze bardziej niż jego imię i nazwisko.
— Cicho, już cicho — powtarza kilka razy Brakoniecki i przykłada palec do ust.

W tym samym czasie sędzia Szymon Marciniak, TEN Szymon Marciniak, rozpoczyna gwizdkiem mecz. Jest to pierwsze w jego życiu sędziowanie na szczeblu centralnym, potem było już tylko lepiej. Ale popatrzmy jeszcze na mecz, bo wydarzy się w nim coś niezwykłego.

„Wskazówa” wykrakał. Do przerwy przegrywamy „dwa do jaja”. Dziesięć minut po przerwie jest już 3:0 dla gospodarzy. W 65. minucie meczu za Bartosza Wiśniewskiego na boisko wchodzi rezerwowy Robert Lewandowski. Trzy minuty później Robert strzela i jest już 4:0.

Taki mistrz strzelał bramki Mrągowii!
Nasz as strzelił wtedy swoją pierwszą bramkę w barwach Znicza Pruszków, nie był to jednak jego pierwszy gol strzelony Mrągowii. Kilka lat wcześniej na boisku Mrągowii Lewandowski grał z Legionowią Legionowo. W drugiej połowie strzelił jedynego gola w tym meczu. Jak sobie łatwo obliczyć, mecz ten Mrągowia przegrała, ale to piękny wynik, kiedy się przegrywa tylko jednym golem z Lewandowskim. Zresztą, mecz w Pruszkowie też zakończył się honorowo dla MKS, bo w 87. minucie Remigiusz Hebda strzelił Zniczowi bramkę i mecz zakończył się wynikiem 4:1.

Dobrze jest mieć takie wspomnienia. I choć one teraz nie maja żadnego praktycznego znaczenia, to warto je sobie powspominać, choćby z okazji świąt.

Zdzisław Piaskowski

Od autora: Dziękuję mojemu synowi Łukaszowi za podrzucenie tematu i Marcinowi Szokowi za pomoc w dotarciu do zawodników grających w tamtym meczu.

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net