Za podrękę z Helutką Bartoszko [FELIETON PO WILEŃSKU]

Zdjęcie ilustacyjne. Fot. pixabay.com

Moja kuma Domicelka, która na osiedlu Parkowym mieszka, zaprosiła mnie do siebie. Ot, posiedzim, poplotkujem trochu, spróbujem kumpiaka, co to jego niedawno Michaluczek – znaczy się małżonek Domicelki – uwędził. Może wypijem po kieliszku malinowej nalewki. Albo wiśniowej.


Domicelka haniebnie jak dobre nalewki nastawia! Kuma zapraszając mnie zaznaczyła, że musim też omówić jedną bardzo delikatną sprawę i ja była mocno ciekawa, o co się tu rozchodzi.

Zaraz po obiedzie zaczęła się szykować do wyjścia. Uczesała się w koczek na czubku głowy, przyszpiliwszy włosy klamrą, żeb się nie wysuwali. Stasiuczek popatrywał spod oka na te moje wysiłki i chichotał. Ja się zezłuła: – Ty czego się śmiejesz, a? – fuknęła ze złością. I usłyszała: – Helutka, może tobie lepiej byłob kupić perukę? Takie masz błahe te siwe włosięta… – Ja na to: – A idź ty w sama piekła z taką radą, Lucyferu na rogi! Ile włosów mam, to mam i nie zamiaruję sztucznych kudłów na głowę nakładać, ot co! – Po czym odziawszy się elegancko  pojechała ja w odwiedziny.

Domicelka ucieszyła się bardzo, zobaczywszy przez okno, że idę. Wycałowali my się serdecznie, bo dawno się nie widzieli. Usiedli przy stole, na którym gospodyni poustawiała smakołyki takie, że ho ho! Nu i zaczęła się gościna.

Niespodziewanie przyszedł znajomy kumy odnosząc wiertarkę, którą był pożyczył na jeden dzień trzy lata temu. Spojrzał na karafkę z nalewką i oka jemu błysnęli. Co robić, kuma zaprosiła jego do stołu i postawiła przed gościem pełny kieliszek. A on podniósł kieliszek i patrząc na Domicelkę powiedział: – W ręce pani perswaduję! – Bynajmniej, sprzyjam. Pańska grzeczność jest moim obowiązkiem! – odpowiedziała Domicelka. Czyli znał się człowiek na wileńskich obyczajach, a i moja kuma też.

Znajomy po paru kieliszkach wężykiem poszedł sobie, tedy nadeszła pora na tę „delikatną sprawę”. Otóż paroletnia dziewczynka sąsiadów Domicelki często stoi przy drzwiach i płacze, ale tak głośno i boleśnie, jakby ją ze skóry obdzierali. Mama jej nie uspokaja, tata też nie, chociaż oboje są w domu. To dziwne. Nu i Domicelka mnie prosi o radę, czy uchodzi zapukać do drzwi sąsiadów i zapytać, czemu dzieciuczek tak płacze. – Ojej, ale zagwozdka – pomyślała ja. Właśnie, czy uchodzi się wtrącać… I sama nie wiedziała, co doradzić dla Domicelki.

A Wy, kochanieńkie moje, co by powiedzieli?

Halina Borowska