Patryk „Macumba” Wąsowicz: Pcha mnie pewna niewidzialna siła [ROZMOWA]

— W Bartoszycach żyje mi się bardzo dobrze i raczej nie zamierzam tego zmieniać —  podkreśla Patryk „Macumba” Wąsowicz. Fot. archiwum

Patryk „Macumba” Wąsowicz to postać barwna od „zawsze” związana z bartoszycką kulturą. Mimo młodego wieku udowadnia, że na prowincji można się realizować i spełniać swoje marzenia. — To wszystko przez upór i wytrwałość w dążeniu do swoich daleko wyznaczonych celów podkreśla Patryk.


Muzyk, wodzirej, pracownik kultury, aktor amator… Co w pierwszej kolejności? A może o czymś jeszcze zapominałem określając ciebie?
—  Serce podpowiada muzyk, rozum pracownik kultury, a dusza… na pewno towarzystwa (śmiech). Nie chciałbym zabrzmieć nieskromnie, ale myślę że można się ograniczyć do słowa „artysta”, ono doskonale łączy wszystko co robię, bez rozdrabniania się na dziedziny.

Jak to się stało, że jesteś tym kim jesteś, a nie na przykład lekarzem czy mechanikiem?
— To wszystko przez upór i wytrwałość w dążeniu do swoich daleko wyznaczonych celów, ale do tego może wrócę za chwilę. Cała przygoda rozpoczęła się prawdopodobnie 24 – 23 lata temu. Nic specjalnego, rodzice zapisują dziecko na zajęcia muzyczne, by rozwijało w sobie jakieś pasje i dalej niech się dzieje wola nieba. W moich przypadku było to pianino w Młodzieżowym Domu Kultury u pana Ciruka. Początkowa fascynacja, kilka pierwszych występów i… trochę się dziecko zaczyna nudzić. Koledzy zaczynali się już uczyć grać na innych instrumentach i u innych instruktorów, a ja wpadałem w monotonię. Przyszła więc pora na zmiany. Wtedy pojawiła się gitara, perkusja i pierwsze zespoły. Początki nie były łatwe, na zajęcia często chodziłem z przymusu i bez motywacji.

Moje myślenie zaczęło się zmieniać, gdy poznałem chłopaków z zespołu Power Up.  W zespole grali moi przyjaciele tj. Sebastian Lipiejko, Radek Bohaj, Paweł Łach, Jacek Grygorowicz i Wojtek Hałań, do dzisiaj aktywni muzycy. To właśnie obserwując ich zmagania zamarzyłem o własnym zespole. Udało się, dzięki pomocy naszego instruktora Mirona Maciopy. Mój pierwszy zespół, czyli IVA, tworzyli: Iwona Grygorowicz (obecnie Bulejak), Karol Zachareń, Maciej Buczyński i Daniel Kukulak. Wszystkie próby odbywały się w Młodzieżowym Domu Kultury w Bartoszycach. Tam również odbywały się nasze pierwsze koncerty. Zauważyłem, że muzyka może w magiczny sposób łączyć ludzi, pozwala im się dzielić wspólną pasją i zbliżać do siebie. Mam wrażenie, że to był moment w którym mogłem uznać, że chciałbym zostać muzykiem. Zacząłem robić wszystko by tak się stało… i w zasadzie kontynuuje to do tej pory, co dalej nie bywa łatwe. Próbuje łączyć pracę w Centrum Kultury, Sportu, Turystyki i Rekreacji Gminy Bartoszyce z pracą w Wiraż Pubie. W centrum pracuje od 1 września 2019 i zajmuję się tam wszelkimi kwestiami artystycznymi i promocyjnymi. Prowadzę również zajęcia instrumentalne dla dzieci i młodzieży. Propozycję pracy w centrum złożył mi osobiście Andrzej Dycha, wójt Gminy Bartoszyce, śledząc moją dotychczasową działalność artystyczną postanowił mi zaufać i powierzyć to stanowisko za co mu serdecznie dziękuję.

Dodatkowo dochodzą obowiązki związane z zespołem Autsajt i Grupą Teatralną pracującą przy Stowarzyszeniu „Projekt Kobieta”, często mam wrażenie, że biorę sobie za dużo na głowę, ale chyba nie potrafiłbym w tej chwili z niczego zrezygnować. Adrenalina przed wyjściem w spektaklu i euforia po koncercie, to uczucia bardzo uzależniające. Rolę w mojej pierwszej sztuce, a drugiej na koncie grupy, zaproponowała mi Agnieszka Gryczewska, reżyserka naszych spektakli. Nieświadomie spełniła jedno z moich bardzo skrywanych marzeń, bo zawsze chciałem stanąć na deskach teatru, choćby najmniejszego i amatorskiego.

Mamy za sobą dwa przedstawienia „Czekoladki” oraz „Biuro Matrymonialne”. W tym ostatnim miałem okazję zagrać główną rolę. Aktualnie bardzo ciężko pracujemy nad trzecią sztuką, tym razem trochę inną gdyż będzie to spektakl muzyczny w dodatku dla dzieci. Jest to sztuka oparta na bajce „Kraina Lodu”, którą znają już chyba wszystkie dzieci. Nie zdradzę chyba tajemnicy, że zagram w niej Svena, czyli sympatycznego łosia. Wykorzystując okazję, chciałbym serdecznie zaprosić wszystkie dzieci wraz z opiekunami na premierę naszej sztuki, która odbędzie się w Bartoszyckim Domu Kultury 29 grudnia godzinie 16:00. Gwarantuję świetną zabawę.

fot. archiwum prywatne

Jest jeszcze jedna działalność i pasja, o której warto wspomnieć. Od wielu lat jesteś członkiem zarządu Polskiego Klubu Przygody.
Tak, organizujemy z nimi jedne z największych imprez podróżniczych w kraju. Do najważniejszych z nich należą Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów KOLOSY, Festiwal Przygody Wanoga i przede wszystkim Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe. Te ostatnie odbywają się nie przerwanie od 22 lat i są najstarszą tego typu imprezą w Europie. Do przyszłorocznej edycji chciałbym zachęcić kilka zespołów z gminy i miasta Bartoszyce, a planuje to zrobić za pośrednictwem Centrum Kultury, Sportu, Turystyki i Rekreacji Gminy Bartoszyce

Jak ci się żyje w Bartoszycach? Chyba większość twoich rówieśników stad wyjechało?
—  Żyje mi się tu bardzo dobrze i raczej nie zamierzam tego zmieniać. Sporo znajomych faktycznie wyjechało, ale sporo rówieśników zostało, których nie miał okazji wcześniej poznać, a udało się to teraz nadrobić. Zresztą nie otaczam się tylko rówieśnikami, a wręcz jest to jednak mniejszość wśród moich bliskich. Nie wyznaczam granic wiekowych dla znajomych czy przyjaciół, sporo z nich jest w wieku moich rodziców i świetnie się z nimi dogaduje. Czasami się śmieje wspólnie z rodzicami, że może to właśnie dlatego mam z nimi taki dobry kontakt, wręcz przyjacielski.

Fascynacje muzyczne. Opowiedz o swoim zespole, inspiracjach…
—  O fascynacjach ciężko mi się mówi, ponieważ nie mam określonych artystów, z których czerpie inspiracje. To się bardzo często zmienia, zależnie np. nastroju. Może nie powinienem o tym mówić, ale słucham naprawdę mało muzyki, w rozumieniu przesłuchiwania nowych płyt, śledzenia popularnych kapel. Najwięcej muzyki słucham na żywo, bo średnio raz w tygodniu uczestniczę w jakimś koncercie.

Jeśli chodzi o zespół Autsajt, w przyszłym roku będziemy świętować piąte urodziny i tych obchodów mam nadzieję, że będzie kilka. Na pewno w planach jest wydanie płyty, którą aktualnie nagrywamy. Jeśli dobrze liczę, mamy nagrane około 50 procent materiału. Oczywiście później jeszcze dużo pracy w rękach realizatorów, by wydobyć z tego duszę i może troszkę podciągnąć nasze talenty. Więcej nie chciałbym zdradzać.

fot. archiwum prywatne

Wiraż Pub. Jak to się stało, że tam się znalazłeś?
—  Jestem przekonany, że nie znalazłem się tam przypadkiem. Pewna niewidzialna siła – o której często śpiewam – popchnęła mnie w to miejsce. Tak naprawdę, w momencie gdy usłyszałem, że ma powstać pub koncertowy w Bartoszycach, to bezinteresownie i z marszu zagwarantowałem swoją pomoc. Takiego miejsca brakowało od dawna. Brakowało nie tylko Bartoszycom, ale również miastom sąsiednim, gdyż mamy często gości z Lidzbarka Warmińskiego, Kętrzyna czy nawet Olsztyna. Wszedłem we współpracę by pomóc rozpropagować Wiraż Pub nie myśląc o tym, że stanie się to moją pracą. Przyszedłem na chwile i zostałem… na 3,5 roku!

Uważam, że razem ze Zbychem (Zbigniew Lipiejko – manager pubu) ciągniemy na naszych barkach kawał legendy i odpowiedzialności za nią. Praca nie jest lekka, ale ogromnie satysfakcjonująca.

Jakim miejscem jest Wiraż Pub?
—  Nie mnie to oceniać, przynajmniej obiektywnie, bo dla mnie to momentami drugi dom. Tam trzeba po prostu przyjść, zobaczyć i wyrobić subiektywną ocenę.

Większość ludzi, którzy odwiedzają Wiraż Pub mniej lub dobrze, ale znam! Zaczynamy tworzyć pewnego rodzaju społeczność, której towarzyszy uśmiech na wejściu do nas.  Oczywiście cieszymy się z każdej nowej twarzy w drzwiach i zawsze liczymy zobaczyć ją ponownie.

rozmawiał Tomasz Miroński

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net