Mrągowski szpital w potrzasku. Ostatnia dyskusja była gorąca, ale czy nie spóźniona?

"Starcia" radnego Dominika Tarnowskiego (pierwszy z lewej) ze starostą Barbarą Kuźmicką-Rogalą, a także z radnym Tomaszem Doraczyńskim (pierwszy z prawej) były szczególnie "gorące". Fot. Zdzisław Piaskowski

Ile wniosły prawie cztery godziny żarliwej debaty w sprawie mrągowskiego szpitala? Najbliższe tygodnie, może nawet dni powinny wiele wyjaśnić. Najczarniejszy scenariusz zakłada zamknięcie Oddziału Dziecięcego oraz traktu porodowego funkcjonującego w ramach oddziału położniczo – ginekologicznego z pododdziałem noworodkowym. Czasu na reakcję zostało niewiele, a ta cała dyskusja może okazać się bezcelowa. A już na pewno spóźniona.


Problemy szpitala zaczęły się 7 sierpnia ubiegłego roku. Od tego momentu datowane jest czasowe zawieszenie wspomnianych oddziałów. Pierwszą przyczyną, którą przekazaną wojewodzie był ich remont, ale już wtedy w mediach lokalnych pojawił się mocno kontrowersyjny wpis o problemach kadrowych. Jak się dzisiaj okazuje dziennikarz, który to napisał miał rację, choć na tamten moment tzw. oficjalny powód był inny.

Kolejne zawieszenia oddziałów były już przedłużane na miesiąc i nikt nie krył faktycznych powodów. W piątek 31 stycznia minie kolejny termin – pytanie czy ostatni? 7 lutego upłynie pół roku od momentu zawieszenia, a jeśli do tego momentu oddziały nie wznowią działalności grozi im likwidacja. Czy zatem zarząd szpitala nie znalazł się w potrzasku?

O faktyczne powody zawieszenia pokłócili się radni podczas poniedziałkowego spotkania połączonych komisji Rady Miejskiej w Mrągowie. W posiedzeniu, które trwało blisko cztery godziny, wzięli udział członkowie zarządu powiatu – starosta i wicestarosta, zastępca burmistrza, prezes szpitala, jego pracownicy, a także mieszkańcy. – Wszystko zaczęło się od dyscyplinarnego zwolnienia mojej mamy, która w szpitalu przepracowała 54 lata – powiedział publicznie lekarz Maciej Mgeładze-Arciuch. Nawiązał tym samym do głośnego konfliktu, którego podłoża należałoby się doszukiwać na przełomie czerwca i lipca 2019, kiedy pracę straciła koordynator pododdziału noworodkowego. Wraz z nią na znak solidarności wypowiedzenie złożyło kilku innych lekarzy. – Dlaczego zwolniłem się ze szpitala wraz z moją żoną? Nie godzę się na takie traktowanie. Urodziłem się i nawet mieszkałem w tym szpitalu. Moi rodzice przepracowali tam w sumie 100 lat. Sprzęt jest dobry, ale atmosfera była coraz gorsza – dodał Maciej Mgeładze-Arciuch.

W tej chwili niezależnie od przyczyn wszyscy zainteresowani powinni przede wszystkim działać, bo wydaje się, że na dyskusję może być już za późno. Na szczęście sama prezes szpitala Brygida Schlueter-Górska nie dopuszcza do siebie myśli o całkowitej likwidacji zawieszonych oddziałów. – Ponowne otworzenie to szereg skomplikowanych procedur. To może być niezwykle trudne – podkreśliła w poniedziałek. Czasu zostało naprawdę niewiele.

(ms)

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net