Ze wspomnień pana Stanisława: Motocyklem w Amerykę

Stanisław Huszcza na swoim motocyklu. Fot. archiwum prywatne SH

Jechaliśmy tą „główną ulicą” Stanów Zjednoczonych, jak nazywają Amerykanie słynną Route 66, i nie było widać ani końca, ani początku — wspomina swoją motocyklową wyprawę do USA Stanisław Huszcza. Z właścicielem mrągowskiego hotelu Huszcza a zarazem kolekcjonerem motocykli byliśmy już na wyprawie w Katyniu. Dziś pan Stanisław wspomina wyprawę za „Wielką Wodę” sprzed dwóch lat.


Stanisław Huszcza prowadzi od lat duży hotel w Mrągowie. Jego hobby to stare motocykle. Ale nowe też mu się podobają.

Moi rodzice prowadzili gospodarstwo rolne w Szumsku na Wileńszczyźnie, 24 kilometry na wschód od Wilna — mówi pan Stanisław. — W marcu 1946 roku wszystko tam zostawili i przyjechali z grupą repatriantów do Polski, do Szczerbowa koło Mrągowa. Na Litwie został mój dziadek, Michał, i brat mojego ojca, Jan. Jan nie chciał pracować w kołchozie i za to siedział półtora roku w więzieniu.

Losy swojej rodziny w powojennej Polsce, i później, Stanisław Huszcza już nam opowiedział. Opowiedział nam też o swojej wyprawie do Katynia. Dziś zabierzemy się z nim w podróż motocyklem po Ameryce.

W 2016 roku kupiłem sobie amerykański motocykl Indian Roadmaster — mówi mrągowski kolekcjoner i koneser starych motocykli. — Przywieźli mi go na podwórko w Mrągowie dzień przed Wigilią, 23 grudnia. To był Mikołaj!!! Motocykl „spod igły”. Kiedy go zobaczyłem, aż mnie zatkało. Nie odmówiłem sobie przyjemności przejechania się nim jeszcze tego samego dnia. Pomimo mrozu i śniegu pojechałem z Mrągowa do Piecek i z powrotem. Ludzie oglądali się za mną i stukali się palcem w czoło. Ale ja z wrażenia nie czułem żadnego zimna.

Razem z motocyklem otrzymał członkostwo Klubu Indian Motorcycle Riders Group First Poland. Klub ten założył w Polsce Piotr Dobrowolski kilka miesięcy wcześniej, wiosną 2016 roku. Piotr studiował, a potem pracował kilka lat w Ameryce, a kiedy wrócił do Polski, założył klub. On też organizował wyprawy motocyklowe po Stanach Zjednoczonych. — Zapisałem się na taką wyprawę, ale w międzyczasie Piotr zginął w wypadku we Włoszech. Nie przeszkodziło to w realizacji przedsięwzięcia, bo dzieła dokończył jego kuzyn, Mario.

W marcu 2018 roku trzynastoosobowa grupa poleciała do Los Angeles w Kaliforni. Tam Mario wyposażył wszystkich w takie same motocykle i razem ruszyli w drogę. — On był naszym przewodnikiem. Wyruszyliśmy z Hollywood w trasę 66 (Route 66) długości 1600 kilometrów do Las Vegas w Nevadzie — mówi nasz bohater.

W sumie ta słynna trasa ma prawie 4 tysiące kilometrów i przebiegała przez stany Illinois, Missouri, Kansas, Oklahomę, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię, by zakończyć swój bieg w Los Angeles. — Jechaliśmy tą „główną ulicą” Stanów Zjednoczonych, jak nazywają ją Amerykanie, i nie było widać ani końca, ani początku. Droga bez zakrętów. Można było zasnąć na siedzeniu jednośladu i się już więcej nie obudzić. Dziesiątki kilometrów bez domu, dachu, czy choćby struganej deski, tylko betonowa gładziusieńka powierzchnia szosy. Ale dojechaliśmy do Doliny Śmierci, gdzie obszar suchej popękanej ziemi na pustyni Mojave w południowej Kaliforni budzi strach i grozę, jak na przedpolu piekła. Jeszcze teraz czuję gorący wiatr i  piekące od słonecznego żaru plecy, pomimo ochronnego ubrania. Po drodze postój i widok najniżej położonej amerykańskiej depresji. Jeśli dobrze pamiętam, jest to około 90 metrów poniżej poziomu morza.

Jechali też serpentynami, zakręt za zakrętem, poniżej przepaść, a nad głową wiszące skały w Dolinie Trzech  Sióstr w Arizonie, potem Duży Kanion na przełomie rzeki Kolorado. Stamtąd już do Nowego Orleanu i Nowego Meksyku. — W Teksasie spotkaliśmy się z motocyklowym klubem Indiana, gdzie szefem klubu jest szeryf. Dołączyli wtedy do nas członkowie jego klubu i razem objechaliśmy kawał Teksasu. To oni pokazali nam miejsca, gdzie nie docierają zwykli turyści. Myślałem do tej pory, że Ameryka, to ład i porządek, że wszystko jest tam  poukładane i czyste. Ale to tylko mit — mówi z przekąsem Stanisław Huszcza.

Tam, na prowincji, stoją pordzewiałe szopy z blachy, są tam brudne bary i sklepy. Tamtejsi ludzie nic sobie z tego nie robią. Tak im pasuje. Jedzą, piją i tańczą w bałaganie i w brudzie. — Widziałem wiele różnych miejsc w Polsce i w Europie, i nigdzie tu nie było tak brudno jak tam. U nas by się to nie przyjęło — opowiada pan Stanisław. — Byłem też w Teksasie na rodeo. Największe wrażenie zrobiła tam na mnie lejąca się krew z byka, ugodzonego szpadą. Z kolei w Las Vegas poczułem smak gry w kasynie. Zagrałem za 50 dolarów i wygrałem ich aż 350. A kiedy postawiłem całą wygraną na wybraną  liczbę, przegrałem i tym samym zrezygnowałem z dalszej gry. Ale zgrałem, tylko dla zabawy i to się też, w podsumowaniu całej wyprawy, liczy.

Z Las Vegas nasi motocykliści pojechali na Zlot Motocykli Daytona — Daytona Beach Bike Week. To jest największy zlot motocyklowy w USA. Odbywa się na Florydzie. Było tam około 250 tysięcy motocykli i 500 tysięcy uczestników. Widzieliśmy wyścigi, koncerty, festiwale i przeróżne motocykle. — Aż buzia mi się jeszcze teraz do nich śmieje. Na Daytona byliśmy aż trzy dni. Wszędzie chodziliśmy pieszo, bo było tam tak ciasno, że niemożliwa była jazda czymkolwiek.

Stamtąd pojechali do Miami i na ostatnią wyspę Key West, skąd zobaczyli z oddali, z odległości 90 kilometrów, Kubę. Na tę wyspę nie trzeba płynąć, tylko jedzie się serpentynami mostów od wyspy do wyspy, a na samym końcu jest ona i miasto o tej samem nazwie – Key West.

To była piękna, ale też  bardzo pouczająca podróż. W ciągu miesiąca przejechali w sumie ponad 8 tysięcy kilometrów. — Ja pierwszy raz w życiu pojechałem w taki świat. Tam jest pięknie, ale my mamy Amerykę w Europie. Tam wszystko za szybko się dzieje. W małych miejscowościach i na wsi w restauracjach i tuż przy nich nikomu nie przeszkadza brud i smród. Jedzą szybko na stojąco i tańczą oraz bawią się na śmieciach. U nas człowiek wstydziłby się przebywać w takich miejscach, a oni się tam bawią. Czułem się tam nieswojo i wstydziłem się za nich — powiedział nasz rodak w podsumowaniu swojej relacji z wycieczki po Ameryce i zamilkł.

Zdzisław Piaskowski

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net