Aktywność to moje drugie imię [ROZMOWA]

— Gdybym miała zostawić jedną formę działalności na pewno byłyby to projekty edukacyjne z młodzieżą i współpraca z organizacjami NGOs. Kocham pracę z ludźmi, szczególnie otwartymi na poznawanie nowych tematów, lubiących wyzwania — mówi Magdalena Lewkowicz. Fot. archiwum prywatne

Mam nadzieję, że panie – szczególnie z powiatu mrągowskiego – nie obrażą się, jeśli napiszę, iż mało jest takich kobiet w regionie jak Magdalena Lewkowicz. Do niedawna wicestarosta, od niedawna radna miejska, nauczycielka, „kociara”, społecznica, miłośniczka wszystkiego co związane jest z historią Żydów – ambasador Muzeum Polin na Warmii i Mazurach. Długo można by tak wymieniać, ale oddajmy już głos pani Magdzie.


Dzisiaj stawiamy na „kobiety aktywne”. Trafiliśmy pod właściwy adres?
— Myślę, że jak najbardziej. Aktywność to moje drugie imię.

Kiedy pod koniec poprzedniej kadencji Rady Powiatu Mrągowskiego zrzekła się pani wicestarostwa, miałem wrażenie, że ma pani dość przepychanek. Tymczasem dostała się pani do Rady Miejskiej i… wszystko zaczęło się od nowa. Nie ma pani czasem tego wszystkiego dość?
— Miał pan dobre wrażenie. To prawda miałam dość przepychanek, brakowało mi merytorycznej pracy na rzecz ludzi, czyli tego czym przez wiele lat się zajmowałam, jeszcze jako radna powiatowa i społecznik. Po mojej rezygnacji rozpoczął się etap przekonywania mnie, że szkoda doświadczenia. Doświadczenie się nabywa, uczy się zawsze od tych lepszych i przeciętnych, mądrzejszych i mniej mądrych, uczymy się cały czas. Najgorsze jak nie ma się oparcia, wsparcia i zrozumienia pomysłów na zmiany, gdyż nie wpisują się one w wyznaczony styl myślenia oraz grupę wiekową. Odpowiedziałam sobie na proste pytanie. Może warto jeszcze raz podjąć się reprezentowania ludzi w moim rodzinnym mieście? Taką decyzję podjęłam i dziękuję moim wyborcom za zaufanie. Mimo, że nie jestem idealna, popełniam błędy, a niekiedy też zawiodę gdyż nie jestem czarodziejką. Jeśli komuś wydaje się, że bycie radnym to świetny pomysł na życie, to gratuluję. Może są tacy, którzy traktują to jako źródło dochodu i nie liczą się z opinią swoich wyborców. Często to praca, która wymaga czasu, cierpliwości, umiejętności negocjacji oraz przede wszystkim umiejętności słuchania i analizowania. Wszędzie istnieją podziały, bo ludzie się różnią. Mam dość przepychanek, dlatego staram się robić swoje, myśleć po swojemu i trzymać z daleka od rożnych sensacji oraz intryg. Przecież jestem radną, mam radzić, a nie „rozpychać się łokciami”. Tak staram się robić.

Zostawiamy politykę do następnej rozmowy. Zajmuje się pani tak wieloma sprawami, że chyba dzień jest nieco za krótki, prawda? Ile doba powinna trwać w pani przypadku?
— Dzień jest za krótki, a ja się starzeję (śmiech). Praca w szkole, praca w Radzie Miasta, współpraca z Fundacją Borussia z Olsztyna przy wielu projektach edukacyjnych, współpraca z Muzeum Polin w Warszawie, codzienna praca z Dziewczynami Kociarkami w Stowarzyszeniu Kociarze Mrągowo, udział w prowadzeniu oraz organizacji akcji kulturalno–społecznych, akcje wolontariatu, poszukiwanie i badanie historii mrągowskich Żydów, malowanie. Jakoś tak wyszło, że te sprawy mi się w życiu rozmnożyły… Myślę, że gdybym miała stały dostęp do słońca i otwartych ludzi, nie zmieniała bym doby na więcej niż 24 godziny. Wszystko można zmieścić w czasie, a to ile można zrobić zależy od ludzi i ich podejścia do życia. Gdyby każdy zajął się swoją pracą, a nie życiem innych ludzi, szukaniem problemów, tworzeniem wielu rzeczy na siłę, żyłoby się łatwiej i byłoby więcej czasu na relaks. Nieraz mam takie dni, że gonię zegarek, ale chyba już do tego przywykłam. Może czas na zmiany?

Gdyby musiałaby pani postawić tylko na jedną formę działalności – co by to było? Co pani lubi robić najbardziej, z tego co już pani robi lub zrobiła?
— Gdybym miała zostawić jedną formę działalności na pewno byłyby to projekty edukacyjne z młodzieżą i współpraca z organizacjami NGOs. Kocham pracę z ludźmi, szczególnie otwartymi na poznawanie nowych tematów, lubiących wyzwania. Czy są to projekty dotyczące historii zagłady, pamięci, praw obywatelskich, wielokulturowości, ideologii społeczno- politycznych, wszystkie z nich rozwijają ich uczestników. To cudowne uczucie patrzeć jak młody człowiek rozwija skrzydła dzięki takim przedsięwzięciom i nie staje się bezczelnym, zadufanym w sobie snobem lecz rozumnym, współczującym i działającym liderem.

Jest pani osobą młodą, zatem aż ciśnie się w tej chwili pytanie co jeszcze ma do osiągnięcia Magda Lewkowicz?
— Hahaha, dziękuję za komplement. Młodą? To zależy z której strony popatrzeć (śmiech). Z punktu 80-latka czy 14-latka?  Mogę teraz zaskoczyć wszystkich… być szczęśliwa, nie planować. Po prostu żyć, bo podobno żyje się tylko raz. W moim przypadku bardzo szybko. A za 50 lat i tak już nikt nie będzie pamiętał, że tu byłam. Jestem realistką. Powiało optymizmem.

Czy w jakiś szczególny sposób celebruje pani Dzień Kobiet?
— Tak, to zawsze szczególny dzień. Spędzam go z moimi kotami, bo to też dwie kobiety (śmiech). Poważnie, wolę dzień mężczyzn, bo bez nich byłoby nudno.

Poprosimy jeszcze na koniec o jakąś radę, przesłanie dla innych pań. Dziękujemy za rozmowę.
— Kobiety uczmy się kochać siebie takie jakie jesteśmy, uczmy się mówić STOP jeśli coś się nam nie podoba, mówmy o sowich obawach i popełniajmy błędy, dbajmy o swój stan fizyczny i psychiczny, bo nikt inny tego nie zrobi. Życzę Wam samego dobra.

Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich panów.

rozmawiał Marek Szymański

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net