Święta przez telefon i komputer. Wielkanocna opowieść Ałły

Ałła Zarembo z mężem Zdzisławem podczas gminnych dożynek w Sępopolu. Fot. Tomasz Miroński

Wielkanoc w tym roku będzie inna. Taka przez szkło: smartfonu, telewizora i okna. Zupełnie inaczej będziemy się cieszyć tym świętem i okazywać uczucia. Nie będzie spotkań, uścisków. Wyrazem miłości i szacunku do bliskich jest pozostanie w domu. By odzyskać harmonię z samym sobą w tym czasie, postaram się przygotować się do Wielkanocy zgodnie z tradycją. Oczywiście na ile jest to obecnie możliwe.


Jak co roku, do głębszego talerza posiałam jęczmień. Kiełkuje, będzie łączka, na której postawię baranka wielkanocnego z chorągiewką i jajka malowane. To symbol nadziei i zwycięstwa. Zrobiłam palmę wielkanocną. Wyszła duża i dostojna, a to dlatego, że po raz pierwszy nie mogłam jej zanieść do kościoła i poświęcić. Została pobłogosławiona przez księdza w czasie internetowej transmisji mszy z naszego kościoła w Sępopolu. Palma to symbol triumfu i męki, będzie chroniła nasze domostwo od nieszczęścia. Gdy po raz pierwszy na wiosnę wyganiamy krowy na łąkę, poganiamy je gałązkami z wielkanocnej palmy, a małe gałązki zostawiamy na trawie. Tak było zawsze i tak będzie.

W czasie zarazy nie ma rekolekcji. Pamiętam jak ojciec mojego męża Zdziśka, przed spowiedzią wielkanocną podchodził do każdego w domu i przepraszał, jeśli zawinił. Boże wybacz nam wszystkim! Nie wysłałam w tym roku kartek świątecznych. Niedobrze się z tym czuje. Ech ta zaraza! Zrobiłam teściom piękne świąteczne stroiki na grób, a okazało się że nie mogę ich postawić.

W czasie pandemii nie można odwiedzić zmarłych na cmentarzu. Będą w naszych myślach i wspomnieniach. Mam na Białorusi rodzinę i znajomych. Coraz częściej o nich myślę, a tam jest jeszcze gorzej. Troje małych dzieci namalowało dla nas kartki świąteczne, lecz na poczcie ich nie przyjęli. Powiedzieli że nie można ich wysłać do Polski z powodu epidemii. Niech Pan Bóg strzeże wszystkich…

Upiekę chleb, jak co roku
A może nie upiekę, nie wiem jeszcze. Jednak zakwas dokarmiany, niech pracuje. Praca w polu wre. Zdzisław sieje mieszankę zbożową: jęczmień i owies dla naszych zwierząt. Mój teść Rafał mówił, że w Wielki Czwartek dobrze jest siać zboże. Mam jeszcze wodę święconą zeszłoroczną, Zdzisław przed siewem poświęci pole i zboże. Od pokoleń tak się u nas postępuje. Zawsze na Szczepana niosłam owies do poświęcenia, lecz w tym roku nie byłam w kościele, nawet nie pamiętam dlaczego.

W Wielki Piątek u nas w polu nikt nie pracuje, obowiązuje cisza i skupienie. W kuchni też. Babcia zabraniała stukać, brzęczeć i mikser włączać. W Wielki Piątek nigdy nie piekliśmy chleba, ani ciast. Babcia mówiła, że na wszystko jest swój czas. Mimo wszystko jestem zmęczona tymi wielkanocnymi przygotowaniami. Dużo pracy w oborze, krówki cielą się, cielaczki ładne, a Zdziś cały dzień był w polu. Jeszcze księżyc nie nam dał spać.

Przyszła pierwsza wiosenna pełnia. Jakiś taki inny ten „łysy”, zjawiskowy wręcz. Wydaje mi się, że emanuje spokojem i nadzieją. Teraz tej nadziei chyba potrzeba nam najbardziej, dlatego nawet nie byłam zdenerwowana, gdy rano wstałam wyspana.

Rysiek ciągle wypytuje, czy będą czerwone jajka
Na pewno będą, jak co roku. Rysiek jest jedyną osobą w naszym domu, która nie zdaje sobie sprawy, że mamy pandemię. On ma swój świat. Jest upośledzony umysłowo i ruchowo po zapaleniu opon mózgowych. Kilkanaście już lat leży w łóżku, potrzebuje całodobowej opieki. Takie święta przez szkło, to dla niego norma. On czeka na nie z radością. Ma na ścianie portret ślubny rodziców i wszystko im opowiada. Mówi, że niedługo, jak co roku, będą czerwone jajka. 66 lat życia i 65 lat choroby — taki los. Dzielnie wszystko znosimy. Oby gorzej nie było… — często powtarza Rysiek i dodaje, że czeka na Urszulę.

Ścisnęło mnie w gardle… Już wiem, że moja córka do domu na święta nie przyjedzie — przez ten wirus nie pozwalają nam się przemieszczać bez ważnych powodów. Wiedziałam, że tak będzie i nie chciało mi się o tym myśleć. Niestety nie udało się. Tarłam chrzan, ryczałam, płakałam i złościłam się, choć wiedziałam, że i tak nikt mnie nie zrozumie. Urszulka mówiła, że Wielkanoc pachnie chrzanem i chlebem. Zapachy dzieciństwa pamięta się zawsze. Cieszę się, jednak Urszulka wytłumaczyła nam, że nie ma sensu narażać siebie i innych, że my dajemy sobie radę i ona też. Dodała, że takie są czasy i trzeba rozsądnie myśleć i dokonywać wyborów. Wyborów… hmmm, wybory?

Zatem gotowania będzie mało, zakupów też. Po prostu nikogo nie będzie, nikt nie przyjedzie. Zdziśkowi trudno się z tym pogodzić. Chodzi po domu i burczy. Jajka mam, kiełbasa na strychu suszy się, inna uwędzona, biała też jest, a wędliny gotowe. Przecież było świniobicie, jak co roku. Udało się, mimo tych wszystkich zakazów. Zdzisiek świnie w gospodarstwie musi mieć, nawet kiedy inny wirus — ASF strasznie utrudnia nam życie. Swoje to swoje.

Będzie pasztet, żurek, może jakaś pieczeń, sałatka, pewnie upiekę sernik… Tylko kto to wszystko zje? Nalewkę też mam, niespodziewanie mocna wyszła, może to i dobrze, przecież dookoła czyha wirus. Zdzisław nie lubi słodkich alkoholi, pewnie ma coś swojego.

Wielkanoc przez telefon
Rozmawiałam z Warmiankami (Warmianki Sępopolskie to zespół śpiewaczy z Sępopola w którym występuje autorka tekstu — przyp. red.). Wszyscy w zespole mają się dobrze i są zdrowi. Nikodem też. Seniorki nasze kochane mają opiekę i o dziwo lepiej od nas znoszą niedogodności. Wiele w życiu widziały. Składamy sobie życzenie i łamią się głosy. Zastanawiamy się, kiedy teraz się spotkamy. Na chórze w kościele też szybko nie zaśpiewamy. Organista Krzysztof ćwiczył z nami nowe pieśni, a ten cholerny wirus wszystko zepsuł.

Dziś Wielki Czwartek, rozpoczyna się Triduum Paschalne. Zdążyłam na transmisję internetową z naszego kościoła. Miłości Wielkiego Czwartku wszyscy sobie życzą. Również wszystkim tego życzę, szczególnie kapłanom. W Wielki Piątek też będę modlić się on-line, jak nigdy. Drogę Krzyżową będę rozważać wspólnie z naszymi parafianami i kapłanami również przez internet. Dzięki Bogu, że mamy takie możliwości.

Wiary Wielkiego Piątku…
Dziś, jak nigdy jest to aktualne. Post będzie ścisły, nawet bardzo. Zdzisław postanowił, że niczego nie będzie jadł, będzie pił tylko wodę — tak chce i tak będzie. Powiedziałam, że muszę modlitwę o błogosławieństwo pokarmów znaleźć w internecie, bo w tym roku nie możemy poświęcić ich w kościele. Macha tylko ręka. Tak, pandemia nie pozwala poświęcić też wody i ognia. Zaraza w jeden mig przewartościowała wszystkie nasze porządki i wartości. Bezsilność strasznie męczy. Z pokorą czekam na Zmartwychwstanie Pana, wiem że przyniesie nadzieję i siłę w ten trudny czas.

Ałła Zarembo

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net