Łukasz wróć! Epitafium dla Ceglanej

— Łukasz zawsze służył mi pomocą — wyznaje Milena Średzińska. — Jest dobrym i troskliwym człowiekiem. Kiedy była jakaś potrzeba mogłam na niego liczyć zawsze. Fot. archiwum prywatne

Podobno wszystko ma swój początek i koniec. Niekiedy jednak w momencie gdy coś się kończy, pozostaje smutek i żal, czasem wręcz niedopowiedzenie i złość. I nawet jeśli w jakimś stopniu wtajemniczeni wiedzieli o zamiarach właściciela Ceglanej, to była jakaś nadzieja, że Łukasz znajdzie jakiś bodziec z zewnątrz, może wygra na loterii i wtedy nie odpuści. Ceglana będzie istnieć dalej. Nie znalazł, no może znalazł – by ten proces przyspieszyć. Podobno wszystko ma swój początek i koniec. Pamiętajmy, że koniec bywa też początkiem…


„Z wielkim smutkiem i żalem oświadczam, że Ceglana… zamyka się… Na stałe… I nie jest to żart z powodu 1 kwietnia…” — tak pod koniec marca pożegnał się z bywalcami swojego klubu Łukasz Ostapowicz. — Niestety obecna sytuacja w Polsce i na świecie wymusiła na mnie podjęcie takiej decyzji, że z dniem 1 kwietnia kończę przygodę z gastronomią i prowadzeniem klubu.To były niesamowite wrażenia, chwile, wspomnienia. Poznałem dziesiątki wspaniałych artystów jak i wyjątkowych klientów. I to właśnie uśmiech, wdzięczność i radość bijąca od nich była tym, co dodawało mi siły w tym co robiłem.

Z Podlasia na podbój Mazur
Mrągowski klub rozpoczął swą burzliwą działalność 6 listopada 2015 roku, jeszcze przy ul. Warszawskiej. Jego znakiem firmowym były… cegły (wystrój), ale też dobre jedzenie i miła atmosfera.

— Gdy zaczynałem przygodę z restauracją, praktycznie nikogo w tym mieście jeszcze nie znałem. Z biegiem czasu poznałem jednak masę ciekawych ludzi — przyznał kiedyś na łamach lokalnych mediów pochodzący z Białegostoku Łukasz Ostapowicz. Początkowo z dala od kultury, dość szybko kreatywnemu restauratorowi przestała wystarczać sama gastronomia. Idea pierwszego koncertu zrodziła się w styczniu 2016 roku. W niewielkim wówczas lokalu zagrali Green Hill i Buddha Monkey. Koncert okazał się sukcesem i Łukasz wiedział już, że warto iść tą drogą.

Z czasem oferta kulturalna rozrastała się. Po muzyce przyszła pora na teatr. — Z pomysłem przyszli do mnie Paweł Kisiel i Jarosław Rosiński. Zgodziłem się od razu — wspomina Ostapowicz w lokalnej prasie. — Pierwszy spektakl Teatru ALE „Amerykański Pojedynek” wystawialiśmy w sierpniu przez 3 dni. Później wystąpili u mnie również podopieczni Pawła Kisiela z teatru Insania.

Za mało
Ale i to okazało się za mało. Ceglana, jeszcze w starej lokalizacji stała się pierwszym lokalem w mieście, gdzie gościł stand-up. I to nie byle jaki, ponieważ w Mrągowie występowali sami „topowi” komicy. Ta forma rozrosła się potem do jeszcze większych rozmiarów, kiedy Ceglana przeniosła się do obszernego lokalu przy ul. Skłodowskiej-Curie (9 lutego 2018). Wtedy też Mrągowo, znane przecież z Mazurskiej Nocy Kabaretowej, poza sezonem przyjęło w swe progi m.in. Abelarda Gizę, Kacpra Rucińskiego, Katarzynę Piasecką czy Łukasza „Lotka” Lodkowskiego.

Muzycznie „nowa” Ceglana (oczywiście jej wystrój również zdominowały cegły!) jeszcze bardziej się rozkręciła. Na scenie lokalu zagrali m.n. muzycy dawnego TSA, Sidney Polak, Dezerter, Farben Lehre, The Analogs, Kaliber 44, Czesław Mozil, Kobranocka, Róże Europy i wielu innych wykonawców. Były koncerty, które zbierały kilkunastu fanów, ale też takie na kilkaset uczestników. Sporą publiczność zebrała grupa Farben Lehre, która do Mrągowa przyjeżdżała dwukrotnie. — Zawsze ze smutkiem przyjmuję takie wieści, że klub, który dobrze rokuje przechodzi do historii — zareagował na wieść o zamknięciu Ceglanej lider Farben Lehre, Wojciech Wojda. — Mieliśmy okazję dwukrotnie zagrać w klubie i wydawało się, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku — ludzie przychodzili chętnie i przednio się bawili, a nam dobrze się grało. Właściciel dbający o zespół, o niezbędne szczegóły, zaangażowany i gościnny… Cóż, szkoda Ceglanej.

Wojciech Wojda, lider Farben Lehre miło wspomina koncerty w Ceglanej. Fot. Marek Szymański

Szkoda jak diabli
W Ceglanej bywali artyści różnego formatu. Gitarzysta Robert Lubera do Mrągowa przyjechał po raz pierwszy z zespołem Sagittarius, taką małą małopolską legendą blues/rocka. Po raz drugi przybył z Piotrem Nalepą, synem Tadeusza i Miry. Następny raz miał się zdarzyć w marcu, a Robert miał zagrać z córką Żanetą, uczestniczką programu „Ameryka Express 2”. Ale występ się nie odbył – wiadomo dlaczego. — Szkoda tego miejsca, bo miało wszystkie atuty, żeby stać się najlepszym klubem muzycznym w okolicy — uważa Lubera. — Fajna sala, dobra scena, dźwięk, światło na dobrym poziomie… A przede wszystkim właściciel i ekipa… Szkoda!!!

Sagittariusa przywiódł Andrzej Paprot, genialny gitarzysta, który wcześniej przyjechał do Mrągowa z zespołem Jacka Dewódzkiego, byłego wokalisty grupy Dżem. Wirtuoz sześciu strun nie kryje rozczarowania. — Szkoda jak diabli. Niestety taki los spotkał i spotka jeszcze wiele klubów muzycznych.

Tu każdy był „swojakiem”
Marek Płotast z reszelskiego Pulse Generation także stawał na scenie w Ceglanej. Raz w towarzystwie reggae’owego Tabu, potem przy okazji – bodajże dwóch – imprez charytatywnych. — To bardzo smutna i zarazem niepokojąca informacja. Właśnie mamy przykład tego jak działa koronawirus. Jest groźny nie tylko dla zdrowia, niszczy dosłownie wszystko. Zamknięcie Ceglanej to dla naszej lokalnej kultury alternatywnej wielki cios. Mogliśmy tu usłyszeć, zobaczyć takie gwiazdy jak Dezerter, Farben Lehre, Analogs, Alians, TSA i wiele innych. Nie wiem czy komukolwiek uda się zrobić kiedykolwiek coś tak wspaniałego. Bardzo smutna wiadomość.

Grzegorz też pochodzi z Reszla, a na koncerty przyjeżdżał z żoną i córką Anią. — To był jedyny taki lokal w okolicy, gdzie obok ludzi przychodzących na posiłek byli również tacy, którzy przyszli na piwo, a jeszcze troszkę dalej tacy, którzy przyszli na koncert posłuchać muzyki. Najlepsze było to, że każda z tych grup nie kolidowała z inną. Siedząc z dzieckiem nie kłuło w oczy piwo na stoliku obok, jak to często bywa w innych lokalach — mówi Grzegorz i dodaje: — Tu każdy był „swojakiem” mimo że był tam pierwszy raz. W wielu tego typu lokalach jest klimat albo pijalni piwa albo typowej restauracji. W Ceglanej było to wszystko subtelnie wyśrodkowane.

Kawałek dalej miała na Mazury Milena, która na pierwszy koncert Farben Lehre (grudzień’2018) przyjechała z Olsztyna. Niby daleko nie jest, ale na co dzień dziewczyna ma nieco „utrudnione zadanie”, ponieważ porusza się na wózku inwalidzkim. — W 2019 roku zdołałam być jeszcze koncercie Bartasa Szymoniaka. Bardzo miło wspominam koncerty i emocje jakie wtedy mi towarzyszyły. Wtedy byłam też 4 miesiące po operacji. To był jedyny klub jaki znałam w Mrągowie i jak najbardziej przystosowany dla osób niepełnosprawnych — mówi Milka. Co sądzi u Łukaszu? — Odkąd go poznałam, zawsze służył mi pomocą, był – i jest – dobrym i troskliwym człowiekiem. Kiedy była jakaś potrzeba mogłam na niego liczyć zawsze.

Koniec staje się początkiem?
Przemek na koncerty do Mrągowa przemierzał więcej kilometrów, bo jechał z Trójmiasta. — Nie sposób tego spokojnie komentować — reaguje na wieści o zamknięciu klubu. Z córką Julką był najpierw na Różach Europy (październik 2019), by po miesiącu wrócić do nas na Kobranockę. — Zamyka działalność klub, do którego przyjechaliśmy pod wpływem impulsu na koncert Róż, a chcieliśmy wracać częściej. To był jeden z najfajniejszych koncertów, na jakich byłem — wspomina. — Było tak dlatego, że poczuliśmy się jak wśród swoich. Od pierwszych słów czuło się radość, jaką Łukaszowi daje ta praca. Duch miejsca sprawił, że chcieliśmy przyjechać ponownie w tym roku. Smutno, ale miejsce tworzą ludzie, a skoro Łukasz chce organizować coś dalej to jestem pewien, że znów was odwiedzimy.

Także z Trójmiasta, choć w nieco innym celu, do Mrągowa przyjechał Michał Ciesielski. Wybitny pianista młodego pokolenia na Mazurach był dwukrotnie z zespołem Confusion Project Trio, raz solo. — Kiedy zajechaliśmy do Ceglanej po raz pierwszy byliśmy bardzo mile zaskoczeni pod każdym względem — wspomina Michał Ciesielski. — Profesjonalny sprzęt w świetnie brzmiącej sali, serdeczne przyjęcie przez obsługę. No i rewelacyjna kuchnia, którą wspominaliśmy jeszcze długo po koncercie. To wszystko pokazało, że w Mrągowie pojawiło się miejsce stworzone z pasją, z ambicją, z pomysłem. I sądząc po frekwencji i zainteresowaniu naszymi koncertami — widać, że takie miejsce w Mrągowie było potrzebne. Bardzo nam smutno słyszeć o zamknięciu Ceglanej. Czasem jednak bywa tak, że koniec jakiegoś okresu staje się początkiem czegoś jeszcze fajniejszego. Mamy głęboką nadzieję, że i teraz tak się stanie. Tego całemu zespołowi Ceglanej i wszystkim mrągowianom serdecznie życzymy i dzięki za piękne wspólne chwile!

Już idzie nowe?
Mimo, że nie zawsze było kolorowo i lekko, Łukasz nigdy nie zapomniał o osobach, które wspierały go w tych wszystkich działaniach. Warto dodać, że koncerty, stand-up to tylko część inicjatyw prowadzonych przez właściciela Ceglanej. W klubie odbywały się liczne imprezy i akcje charytatywne, była gala boksu, a raz miejscy radni „starli się” w debacie z mieszkańcami. W tych dążeniach sympatyczny restaurator zawsze mógł liczyć na żonę Natalię, zgrany zespół pracowników, a także spore grono tzw. ludzi dobrej woli. O tych, którzy mu źle życzyli woli nie pamiętać.

Na szczęście już teraz wiadomo, że ten duch Ceglanej, jak wspomniał wcześniej Przemek, nie zginie. Łukasz nie poddaje się i zapowiada, że dalej będzie dokładał swoje do kultury w mieście. — Gdy sytuacja się unormuje moja działalność będzie dalej polegać na organizowaniu koncertów i stand-upów tak jak to miało miejsce do tej pory – tylko w innych miejscach — pisał jeszcze niedawno w mediach społecznościowych. Dziś wiadomo, że stoi za organizacją zaplanowanej na koniec czerwca wielkiej gali stand-upu. Trzymamy kciuki — oby tych planów nie pokrzyżował żaden wirus.

Marek Szymański

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net