Afera hejterska z urzędem w tle

Fot. Nowiny Północne/archiwum

Jest niedzielne popołudnie 26 kwietnia. Ryszard Niedziółka otrzymuje kilka telefonów w sprawie internetowej burzy po tym, jak strona stopfejk.pl opublikowała obrzydliwy film, w którym do Hitlera i jego najbliższego otoczenia porównano jego przeciwników politycznych. Niedziółka chwilę myśli, włącza komputer i pisze na Facebook’u apel do twórców strony, by ją zamknęli. Tamci reagują niemal natychmiast. Strona znika z sieci. Znikają też wszystkie o niej wcześniejsze wzmianki na stronach burmistrza, zastępcy burmistrza, radnych i komitetu wyborczego „Aktywny Samorząd”.


Czy tak mógł wyglądać koniec strony stopfejk.pl? Jak najbardziej tak. A co wiemy po trzech tygodniach o twórcach i inspiratorach działań podejmowanych przez stopfejk.pl? Co wiemy o twórcach tego obrzydliwego filmu, który wywołał oburzenie wśród kętrzyńskich internautów? Nic oprócz tego, że wśród “twórców” strony byli urzędnicy urzędu miejskiego, a także to, że burmistrz nie zrobił nic, by sprawę wyjaśnić. Dlaczego?

Uwierały ich informacje
Co zatem wiemy? Założenie strony stopfejk.pl było odpowiedzią miejskich urzędników na nieprawdziwe informacje publikowane przez info-ketrzyn24.pl. Zbigniew Nowak, miejski radny uśmiecha się, gdy komentuje ten pomysł miejskich urzędników.
– Oczywiście portal info-Ketrzyn24.pl, w kontrze do którego powstała strona internetowa stopfejk.pl, nie „przypadł do gustu” ani burmistrzowi ani wiceburmistrzowi i uwierały ich zamieszczane tam artykuły i komentarze – ocenia Zbigniew Nowak.

Ile było tych nieprawdziwych informacji? Mamy wiedzę, że urząd miasta w Kętrzynie wysłał do redakcji info-ketrzyn24.pl tylko dwa sprostowania. Pytany o tę kwestię burmistrz – milczy. Ryszard Niedziółka nie dawał rady odpowiadać na teksty zamieszczane na info. Zaangażowanie w sprawę „najemników” z zaprzyjaźnionych mediów, też nie rozwiązywało sytuacji, a tworzyło nowe konflikty. Pewnie dlatego urzędnicy z ratusza postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, by osobiście bronić swojego szefa. I stworzyli pierwszy oficjalny portal hejterski w mieście, który zajmował się atakiem na prywatne osoby w Kętrzynie. Wszystko po to, by bronić prawdy. I swojego szefa? Ich działalność zakończyła się tuż po opublikowaniu hejterskiego filmu.

Atak zamiast wyjaśnień
Tuż po zamknięciu strony wystosowaliśmy do burmistrza kilkanaście pytań, mając nadzieję, że na nie odpowie, a przede wszystkim, że zajmie się wyjaśnieniem wątpliwości związanych z zaangażowanie w hejterskie działania podległych mu urzędników. Nic z tego.
– Jako Burmistrz Miasta Kętrzyn nie zlecałem utworzenia strony stopfejk.pl i żaden z pracowników Urzędu Miasta w Kętrzynie nie otrzymał polecenia służbowego założenia ww. strony ani publikacji na niej jakichkolwiek treści – pisze w odpowiedzi na nasze pytania Ryszard Niedziółka.

Nic więcej z odpowiedzi burmistrza nie wynika. Poza tym, że nas straszy i obraża.
– Jednocześnie chciałabym wyrazić swoje rozczarowanie poziomem dziennikarstwa zaprezentowanym w przygotowanych przez redakcję Nowin Północnych pytaniach. Większość z nich to pytania sugerujące, projekcyjne i w mojej ocenie nie zostały zadane jak twierdzi redakcja „w celu wyjaśnienia i rzetelnego przedstawienia afery hejterskiej” – czytamy w piśmie podpisanym przez Ryszarda Niedziółkę.

Zamiatanie sprawy pod dywan?
Kto zatem chce jej rzetelnego wyjaśnienia, skoro sam burmistrz nie zrobił w tym kierunku nic? W kętrzyńskich mediach o sprawie cicho. Milczą pewnie dlatego, że są zależne od burmistrza i pieniędzy miasta, więc trudno się dziwić, że nie chcą się narażać na gniew włodarza, poruszając niewygodne dla niego tematy. Ich rolę przejmują więc inni. Patrycja Ożarowska, która wielokrotnie wypowiadała się na temat hejtu, nie ma wątpliwości, że w kwestii wyjaśnienia afery hejterskiej najwięcej może zrobić burmistrz.

– To od niego będzie zależało, czy wybierze drogę tzw. zamiatania pod dywan i uda, że to nie jego pracownicy tylko jacyś bliżej nieokreśleni „zwolennicy” stronę tworzyli. Że filmik, który załączony był do postu to „jakiś materiał”, a nie konkretny akt przemocy wobec kilku osób. Może jednak wybrać inną drogę – wziąć niechlubną sprawę w swoje ręce i jak najszybciej ją wyjaśnić. A to, że Pan Burmistrz padł ofiarą hejtu (ja również) jest dobrą motywacją do tego, by sprawa miała wreszcie swój finał – komentuje Patrycja Ożarowska.

To nie jest sprawa prywatna
Zbigniew Nowak, radny miejski z kolei podkreśla, że gdyby w tworzenie strony zaangażowane były osoby prywatne, nie zainteresowałby się w ogóle sprawą.
– Sytuacja, że urzędnicy zamiast zajmować się sprawami mieszkańców, zajmują się szerzeniem hejtu i mową nienawiści, jest nie do zaakceptowania i tolerowania przez przyzwoitego człowieka – komentuje Zbigniew Nowak. Dodaje też, że co najmniej dziwne jest to, że przez trzy tygodnie burmistrz w sprawie wyjaśnienia sprawy nie zrobił nic.
– Spodziewałbym się innej reakcji burmistrza miasta na to skandaliczne wydarzenie niż tylko odpowiedzi w rodzaju „nic nie wiem”, „nie mam z tym nic wspólnego” i „nie mam wiedzy” – komentuje bezczynność burmistrza Zbigniew Nowak.

Komu składał podziękowania?
Radny przyznaje, że nie wie, jaką wiedzę w tej sprawie ma burmistrz, ale za to wie, że twórcom tej strony składał publiczne podziękowanie na Faceboku i wiedział, że stoją za tym podlegli mu urzędnicy, bowiem oni tego nie kryli, przyznając się do tego na swojej stronie.
– Chyba burmistrz wiedział komu składa podziękowania? – pyta Zbigniew Nowak. Radny zapowiada, że na najbliższej sesji zada publicznie pytania w tej sprawie.

Po głębszej analizie całej tej chorej sytuacji nasuwa się pytanie: czy i jeśli tak to dlaczego burmistrz faktycznie ukrywa hejterów? Odpowiedzi na razie nie znamy, ale mamy nadzieję, że wkrótce ją poznamy. Niebawem wrócimy do tematu z nowymi informacjami.

Jarosław Żukowski