Dzieci już pytają, czy przyjadą tu za rok

Uczestnicy warsztatów w Przystani czerpią ogromnie dużo radości ze wspólnego śpiewania i bycia ze sobą podczas tych kilku dni. Fot. archiwum stowarzyszenia STO

Kętrzyńska Przystań budzi kontrowersje. Odkąd Miasto Kętrzyn zainwestowało w ośrodek wypoczynkowy należący do gminy Węgorzewo, krytyka poprzedniego burmistrza wybrzmiewała w niektórych mediach lokalnych. Zarzucano mu bezsens inwestycji, a także niejasne finansowanie („opiekunem” ośrodka były miejskie Wodociągi). Po zmianie władzy był pomysł na pozbycie się Przystani, ale póki co kętrzyński samorząd wciąż ma nad nią pieczę.


Ale Przystań to nie tylko problemy i zbędne wydatki. Czasem jest tam też sporo… radości. Wiedzą coś o tym wychowankowie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Kętrzynie, którzy od czterech lat spędzają tam, jak mówią, cudowne chwile. W tym roku w ośrodku, który nosi dumnie brzmiącą nazwę Kętrzyńska Przystań, byli po raz piąty. To zasługa członkiń Stowarzyszenia Na Rzecz Dzieci i Dorosłych Niepełnosprawnych Umysłowo i Ich Rodzin „STO”, które rokrocznie dbają o to, by dzieci z OSW mogły w Przystani twórczo spędzić czas.

Od 2017 roku organizujemy podczas wakacji integracyjne warsztaty artystyczne finansowane przez Gminę Miejską Kętrzyn, w których uczestniczą dzieci, młodzież, a także rodzice osób niepełnosprawnych — mówi Alina Koleśnik-Nykiel, prezes stowarzyszenia STO.

Z Przystani nikt nie wyjeżdża z pustymi rękami
Na wakacyjnych warsztatach nad jeziorem Przystań zawsze powstają piękne prace plastyczne. W tym roku były to między innymi breloczki, organizery na ołówki, długopisy i pisaki – wszystko zdobione techniką decoupage. Uczestnicy warsztatów w swoich pracach mają okazję wyrazić własne wizje artystyczne i rozwinąć swoją kreatywność. Każdy wyjeżdża do domu z własnoręcznie wykonanymi pamiątkami.

Nad jeziorem, które stanowi część jeziora Mamry, dzieje się znacznie więcej. Efektem tegorocznych warsztatów wokalno–muzycznych jest nagranie teledysku do piosenek „Nasza Tratwa” i „Chodź pomaluj mój świat”, które można obejrzeć na YouTube oraz profilu OSW na Facebooku. — Uczestnicy czerpią ogromnie dużo radości ze wspólnego śpiewania i bycia ze sobą podczas tych kilku dni — dodaje Alina Koleśnik-Nykiel. — Wspólnie przygotowują posiłki, nakrywają do stołu, uczą się współpracy i pomagania tym, którzy akurat tej pomocy potrzebują.

Na wakacyjnych warsztatach nad jeziorem Przystań zawsze powstają piękne prace plastyczne. W tym roku były to między innymi breloczki, organizery na ołówki, długopisy i pisaki – wszystko zdobione techniką decoupage. Fot. archiwum stowarzyszenia STO

Cudowne siedem dni…
Małgorzata Kęsicka do Przystani jeździ niemal od początku inicjatywy stowarzyszenia STO. — Cudowne siedem dni w uroczym miejscu — podsumowuje mama Łukasza. — Dzieci zachwycone różnorodnością zajęć aktywizujących i otoczeniem. Wróciły bogatsze w nowe doświadczenia i przyjaźnie.

Do Przystani w roli uczestniczki warsztatów jeździ regularnie Natalia Surowiec. — My się tam wcale nie nudzimy. Jest miła atmosfera i tak się składa, że pogoda zawsze też nam dopisuje — mówi Natalia. — Z naszymi paniami zrobiliśmy piękne prace i nagraliśmy piosenki, do których powstał teledysk. Ja co roku bardzo chętnie tam wracam.

Ośrodek w Przystani to – nie tylko według Natali – niezwykle gościnne miejsce, z przyjaznym klimatem, bogatym wyposażeniem i domkami przystosowanymi dla potrzeb osób niepełnosprawnych. — Czujemy się tam bezpiecznie i możemy liczyć na dobry wypoczynek dla dzieci i dorosłych — mówi prezes stowarzyszania. — To nasze „kętrzyńskie okno na świat”, mające połączenie z siecią wielkich jezior mazurskich.

Każdy dzień pobytu był okazją do kreatywności — przyznaje Małgorzata Kęsicka, która przy okazji podkreśla, że dzięki takim wyjazdom rodzice integrują się, wymieniają doświadczeniami i wspierają się w trudnych chwilach, pokonując bariery skrępowania i odmienności swoich dzieci. — To był czas, w którym mogłyśmy oderwać się od codziennych problemów — dodaje pani Małgosia. — Dziękujemy za wspaniałą atmosferę i opiekę. Dla nas bardzo dużo znaczyło to, że wróciliśmy zachwyceni, opaleni, wypoczęci i rozśpiewani. I bardzo chętni na podobny wyjazd za rok — śmieje się kobieta.

Alina Koleśnik-Nykiel nie ma złudzeń, że to był kolejny udany wyjazd. — Dzieciaki już mnie pytają, czy przyjedziemy tu za rok.

Marek Szymański
m.szymanski@nowiny24.net