Pisanki wileńskie według Ryszarda Bitowta

Pisanki wileńskie Fot. Monika Kalicka/Polskie Radio Białystok

W czasach mojej młodości na Wileńszczyźnie — opowiada Ryszard Bitowt. — już miesiąc przed Świętem Wielkiej Nocy gromadzono jajka kurze, żeby nie zabrakło na święta. Ceny jaj na targowiskach rosły, gdyż było wielkie zapotrzebowanie na pisanki, ale i do różnych wypieków.


Ryszard Bitowt – nauczyciel, etnograf, kolekcjoner, działacz społeczny, kronikarz związany z Mrągowem. Fot. archiwum prywatne

Z braku jajek kurzych wykorzystywano jajka innego drobiu, tzn. kaczek, gęsi, w bardzo małym stopniu indyków, gdyż ich skorupki były nakrapiane i niezbyt dobrze było nadawać im kolory. Jajka kurze na święto przygotowywano w dużych ilościach, gdyż dzieci obdarowywały nimi nauczycieli, dawano je też na drobne upominki znajomym.

Jajka już jako wymalowane pisanki służyły do „kaczania”, inaczej taczania w łubkach w czasie świąt. Niemal w każdym domu był drewniany łubek, czyli wyżłobione korytko bez zamkniętych końcówek. Używano też jako łubka lekko zwiniętej, twardej kory. Kaczanie odbywało się głównie w drugim dniu świąt. Jak było ciepło, dzieci wynosiły łubek. Podwyższały jedną część tak, by jajka mogły toczyć się na pewne odległości po minięciu łubka. Gdy pisanka zatrzymywała się na lewo czy prawo, druga osoba puszczała kolejne jajko w taki sposób, by dosięgło już jajka leżącego. Nie było to łatwe. Trzeba było znać kształty jajek, aby trafiły we wcześniej puszczone do biegu. Uderzone jajko zabierano jako wygraną. Byli łubkarze tak uzdolnieni, że wygrywali dziesiątki, a nawet setki jaj. Zabawa wciągała również dorosłych. Wygrane jaka pozbawiały jednych, a wzbogacały wygranych, którzy przez wiele dni po świętach konsumowali je w towarzystwie lub sprzedawali.

Nie wszystkie jajka używane do różnych wypieków rozbijano – niekiedy przez małe otworki zrobione ostrym narzędziem wydmuchiwano je. Wydmuszki malowano inaczej niż pisanki. Przechowywane były aż do Bożego Narodzenia, kiedy to zawieszano je na choinkę. Do malowania były już dostępne w aptekach i sklepach drogeryjnych farbki, choć na wsi mało kto je kupował. Jajka malowano w gotowanym roztworze skruszonego siana, barwiono w gorącej wodzie nasyconej łuskami cebuli czy stężonym jak gdyby atramentem uzyskiwanym z gotowanej kory dębowej; na czerwono malowano wodą zabarwioną czerwoną bibułą kupowaną do dekoracji lamp naftowych, okien lub wycinania kolorowych firanek do okien. W niektórych rodzinach (rzadko) na jajkach pomalowanych jednym kolorem wydrapywano różne wzory lub naklejano kolorowe kwiatki z papieru.

Ryszard Bitowt

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA: redakcja@nowiny24.net