Cezar przyjmuje w poniedziałki [FELIETON]

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. pixabay.com

Czy do Cezara ludzie z prośbami przychodzili w poniedziałki, tak jak w Kętrzynie? Nie wiadomo. Ale pewne jest to, że spokój w Rzymie Cezar miał wtedy, gdy zapewnił poddanym chleb i igrzyska. W Kętrzynie wystarczą do tego mieszkania i praca.


Niedziółka obiecywał i jedno i drugie. Gdy w poniedziałki przychodzili potrzebujący, klepał ich dobrotliwie po ramieniu i mówił, że przecież obiecał, więc trzeba tylko czekać. Szybko się okazało, że z pracą nie wyszło kompletnie, ale na mieszkania szanse wciąż były. Były przecież wiarygodne zapewnienia znakomitej współpracy z prezesem spółdzielni, tym od telewizji. Mieli razem budować i niczym ten bajkowy Kiwaczek ciąć tylko wstęgi i rozdawać klucze.

O mieszkaniach komunalnych budowanych przez miasto i spółdzielnię ucichło jak w kościele po śmierci organisty, choć dobrze poinformowani pukali się w czoło, przypominając, że prezes choć jest pierwszy w mieście od budownictwa od ponad 15 lat, żadnego mieszkania jeszcze nie wybudował. Więc ludzie znowu zaczęli przychodzić w poniedziałki i prosić poczciwego burmistrza, który może wszystko, tylko o skromne mieszkanko. Mieszkania Plus i poniedziałki wolne. Zapowiedzieli burmistrzowie uroczyście i kazali czekać.

Minęło kilka spokojnych poniedziałków, ale ludzie chyba się połapali, że czynsze tam będą wysokie i znowu zaczęli przychodzić i prosić. Po jednym z tych kolejnych ponurych poniedziałków burmistrzowie zarządzili szybki research dostępnych mieszkań komunalnych i wymyślili, że wynajmą je za remont. Wieść poszła, uchwała radnych tuż za nią i poniedziałki jakby nieco przycichły, bo tam gdzie nadzieja, tam i próśb mniej. Co prawda większość mieszkań przeznaczonych do programu to Bajany z kaflowymi piecami, ale nadzieja nie takie przeszkody pokonywała. Tę największą okazali się urzędnicy wojewody. Te zawodowe smutasy nie poznali się na programie poprawy kętrzyńskich poniedziałków i program unieważnili.

Kolejnego poniedziałku kętrzyński cezar już nie przetrzymał i zamiast przyjmować interesantów napisał do proszących listy, że im te mieszkania chce za remont oddać. Na ile poniedziałków tej nadziei wystarczy? Chyba jednak do końca kadencji to za mało. Może już czas zapytać Kiwaczka, co robić? A on by powiedział w swoim stylu: po pierwsze sprawdzić dokładnie, ile będzie kosztował czynsz w tych obiecanych Mieszkaniach Plus i … dać sobie z nimi spokój, po drugie mieszkania pod remont sprzedać tym, co chcą je kupić, a po trzecie zacząć w końcu budować.

Jarosław Żukowski