Wielkanocne tradycje w naszych domach

Święta wielkanocne to największa uroczystość w roku liturgicznym. Chrześcijanie nie mają ważniejszego święta, niż Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. To czas, który spędzamy w gronie rodzinnym. Zapytaliśmy naszych parlamentarzystów i samorządowców o to, jak w swoich domach kultywują tradycje święta Wielkiej Nocy?

Anna Wasilewska, Poseł na Sejm RP:

Wielkanoc przypada na najpiękniejszy czas w roku. Każda pora roku ma swoje piękne oblicze, lecz nic nie cieszy mnie tak, jak budząca się do życia przyroda. Ten dzień, gdy wychodząc rano po raz pierwszy słychać już zupełnie inne śpiewy ptaków…

Za jakiś czas nadchodzi dzień, gdy powietrze pachnie wilgocią, unosi się zapach ziemi gotowej do rodzenia życia. Dzień się wydłuża, a las staje się coraz gwarniejszy i mimo okazjonalnych śnieżyc już wiadomo, że idzie nowe i nie da się tego zatrzymać. Z jakiegoś powodu, mimo upływu lat, zawsze mnie to zaskakuje, jakby każda kolejna zima miała się nigdy nie skończyć. A jednak niezawodnie się kończy. Czuję wtedy ogromną ulgę i radość. I na ten czas przypada Wielkanoc – święta nadziei, święta triumfu życia nad śmiercią, święta światła górującego nad ciemnością. Niezależnie od wyznania czy tradycji, jaką się kultywuje, warto się w tym czasie zatrzymać i nasycić tą atmosferą.

U mnie Wielkanoc przynosi wiosenne odprężenie. Dom udekorowany jest radosnymi kolorami i pachną wyjątkowe potrawy. Rokrocznie staram się, aby tradycyjne obrzędy, które wyniosłam z rodzinnego domu, nie zanikły. Jest to część naszej bogatej kultury i trzeba o nich pamiętać ku uciesze dzieci i rodziny. Zanim nastaną święta, należy pokolorować jajka na różne sposoby. My robimy to w piątek wieczorem. Rodzina zasiada przy stole, od najstarszego do najmłodszego, i ozdabiamy jak kto potrafi. Są jajka malowane w naturalnych barwnikach, ale wcześniej wzory rysowane są woskiem. Mamy wyklejanki, kraszanki, skrobanki. Ten wieczór spędzamy radośnie i wspomnieniowo. Niestety COVID spowodował, że grono rodzinne się uszczupliło. Sobota to oczywiście święcenie pokarmów. W koszyczku są jajka bez skorupek, kiełbasa, chleb, chrzan, pieprz i sól, wszystko udekorowane bukszpanem.

Wielkanocne śniadanie rozpoczyna się od dzielenia poświęconym jajkiem, potem obowiązkowo żurek, różne pieczone mięsa i potrawy z jaj. Są też słodkości… bakaliowe mazurki, sernik, keks i babka drożdżowa. To wszystko jest słodką nagrodą po mijających 40 dniach postu. Dzieci bardzo czekają na lany poniedziałek, bo to czas zabawy i radości. Często trzeba zmieniać im ubranie, bo ocieka wodą, ale przecież to wszystko na szczęście. Nieodłącznym rytuałem Świąt jest rodzinny spacer. Kocham ten czas i chciałabym, aby wróciła możliwość spotkań w większym gronie.

 

Bożena Olszewska-Świtaj, wójt Górowa Iławeckiego:

Na świątecznym stole centralne miejsce zajmuje wielkanocny baranek i poświęcone pokarmy. Śniadanie rozpoczyna głowa rodziny od życzeń i dzielenia się jajkiem wielkanocnym. Do tradycyjnych potraw należy żurek na zakwasie z białą kiełbasą i jajkiem, szynki z domowym chrzanem lub ćwikłą, pasztet

oraz mięsa pieczone, no i oczywiście jajka – jako nieodzowny symbol tych Świąt, w różnych postaciach. Na deser świąteczne wypieki: wielkanocne babki (pieczona i gotowana), mazurek, twarogowa pascha. Do tradycji należy bitwa w stukaniu się jajkami. Szczęście i pomyślność będzie towarzyszyła właścicielowi jajka o najtwardszej skorupce. On oczywiście jest też zwycięzcą. Tradycja lanego poniedziałku jest w moim domu kultywowana bardzo obficie.

 

Jacek Kostka, burmistrz Górowa Iławeckiego:

Święta Wielkanocne w mojej rodzinie zawsze były bardzo rodzinne. Przez wiele lat spędzaliśmy je albo u dziadków na wsi pod Poznaniem, albo u pochodzących z kaszub dziadków ze strony ojca. Z tego czasu pamiętam spotkanie z liczną rodziną, zabawy z kuzynami i zapach wiejskiej kuchni, przez kilka najwcześniejszych lat jeszcze opalanej drewnem, później gazowej. Wiele z tych rzeczy w ostatnich latach bezpowrotnie utraciliśmy. Nasze rodziny zwykle są znacznie mniej liczne, gwar przy stole cichszy i niestety smak wielu dawnych potraw wydawał się również ostatecznie utracony.

Od kilku lat, w wolnych chwilach próbuję wrócić przynajmniej do tych potraw najprostszych: domowego chleba i swojskich wędlin. Przed świętami przygotowujemy całą rodziną białą kiełbasę, robimy wędzonki. Wychodzi nam różnie, ale z roku na rok smakują coraz lepiej. Obie moje babcie piekły swój chleb, kilka lat temu zaczął piec mój Tata, a od trzech lat piekę chleb i ja. Są to głównie chleby na zakwasie, ale dla reszty rodziny piekę również drożdżowe. Żeby być najbliżej smaków dzieciństwa, samodzielnie zbudowałem piec chlebowy.

Wydaje mi się są rzeczy, których nie da się kupić. Trzeba stworzyć je własnymi rękami wśród najbliższych. Wesołych świąt!

Oprac. Tomasz Miroński