OSP. Reszel. Udało nam się pokazać inną twarz OSP

(fot. Wojciech Caruk)

Szczerze podziwiam takich ludzi, jak Andrzej Adamiak, który potrafi
podzielić dobę tak, by starczyło jej nie tylko na rodzinę i pracę, ale zostało
jeszcze na dodatkowe zajęcia. Andrzej mimo codziennych obowiązków
wciąż znajduje czas na regularne kopanie w swoich ukochanych Orlętach
Reszel, a do tego aktywnie działa w jednostce OSP Reszel. Z okazji Dnia św.
Floriana druh Andrzej dał się namówić na wywiad o tym ostatnim elemencie
swojego życia – Ochotniczej Straży Pożarnej.


Andrzeju, czy warto być strażakiem ochotnikiem? Pytam, bo kiedyś ta tradycja była kultywowana „rodzinnie”, dzisiaj to chyba już zanika. A może
się mylę?
— Oczywiście, że warto, odpowie tak pewnie każdy ochotnik i… przedszkolak.
Dzięki OSP każdy może te dziecięce marzenia zrealizować. Myślę, że ta tradycja
pokoleniowa w strażackich rodzinach trwa, ciężko, by rodzina nie była częścią
działalności taty czy mamy i dzieciakom to się pewnie udziela. Problemem dziś
jest migracja do większych miast, dzieciaki ochotników często nie mają jak tej
rodzinnej tradycji kontynuować w dużych miastach, gdzie o bezpieczeństwo dbają
w dużej mierze zawodowcy.

— Czyli ustalamy, że warto. A czy trudno jest zostać strażakiem? Jakie cechy
charakteru są u was, strażaków pożądane?
— Nie jest trudno, wystarczy chcieć. Myślę, że przede wszystkim trzeba lubić
pomagać, bo strażak ochotnik to przede wszystkim społecznik. No i trzeba mieć
pewne predyspozycje, które pozwalają odpowiednio działać w sytuacjach
stresowych, w poczuciu zagrożenia czy w kontakcie z poszkodowanymi. Ale tak
naprawdę każdy odnajdzie się w OSP, bo przecież nawet jeśli nie przy akcjach to
w innych dziedzinach jest w strażnicach co robić.

— To dobra wiadomość dla tych, którzy chcieliby przystąpić do OSP, ale nie
koniecznie piszą się na „bieganie z sikawką”. To jakie macie obowiązki na
co dzień?
— O te sikawki i auta, które je wożą trzeba na co dzień zadbać, zawsze jest co
robić przy sprzęcie pożarniczym, którego jest w remizach coraz więcej. Poza tym
OSP to nie tylko działania ratownicze, ale też działania na rzecz lokalnej
społeczności, w bardzo szerokim tego określenia znaczeniu. Jest naprawdę
szerokie pole do popisu, oby tylko chętnych do takiego działania nie brakowało.

— Wy, jako OSP Reszel, jesteście bardzo aktywni i pomysłowi. No bo nie każda jednostka może się pochwalić materiałem w mediach. A wy dostarczacie ciekawych tematów i wcale nie chodzi o brawurowe akcje gaśnicze, a o… rozśpiewany zastęp.
— (śmiech) Akurat śpiewy trafił do społeczności szerzej, ale to nie jest to, co
robimy najchętniej. Rzeczywiście śpiewami zwróciliśmy uwagę na siebie, a
pośrednio na wszystkie OSP. Pokazaliśmy trochę inną twarz, chcemy, żeby
młodzież widziała w nas fajne miejsce do spędzania czasu, bo o członków coraz
trudniej. Robimy co możemy – akcje profilaktyczne związane z bezpieczeństwem,
pierwszą pomocą czy zagrożeniami, uczestniczymy aktywnie w życiu miasteczka,
prowadzimy społecznościówki. To potem się przekłada na odbiór OSP, a to
przecież także ma wpływ choćby na pozyskiwanie środków.
Dziś OSP coraz śmielej działają na różnych frontach, obserwując to widać jak
fajnie się to rozwija.

— Czy przez to w Reszlu wszystko wydaje się być bardziej poukładane? Wasze działania mają wpływ na nabory do klasy pożarniczej, która powstała w ramach ZS im. Macieja Rataja?
— Klasa pożarnicza to projekt Zespołu Szkół i, przyznam szczerze, nie przełożyła
się jeszcze na kadrę naszej jednostki. Ale oczywiście cieszymy się, że jest,
współpracujemy z nimi bo korzystają na tym okoliczne jednostki, absolwenci
funkcjonują potem u siebie. Przez pandemię trochę trudniej nam spotykać się i
rozmawiać z dziećmi i młodzieżą, prowadzenie zajęć też jest w tej chwili trudne.
Staramy się jak możemy, by te strażackie tematy były w Reszlu uporządkowane.

— A jak wygląda współpraca z sąsiednimi jednostkami? Pytam o więzi, bo
zapewne jest ich między strażakami więcej niż rywalizacji. Czy wszelkiego
sms-owy „bitwy” – o tytuł najlepszego OSP czy wozy – są w stanie was
poróżnić?
— Współpraca układa się dobrze, nie tylko w działaniach. Wprawdzie przez
pandemię relacje są nieco inne – mniej jest wspólnych ćwiczeń, nie ma imprez
sportowych itp. – ale nie narzekamy. Z kolegami z innych jednostek powiatu
pozyskaliśmy przecież sprzęt w ramach wspólnego wniosku do budżetu
obywatelskiego, niedawno przy naborze z funduszu ochrony środowiska
współpracowaliśmy z kolegami z powiatu bartoszyckiego… Zdecydowanie
wspieramy swoje działania. A co do konkursów to pewnie masz na myśli nasz
wpis dotyczący jednego z plebiscytów…

— Dokładnie.
— No tak, nie jesteśmy zwolennikami takich konkursów popularności. Nie dla niej
działamy

— Powróćmy jeszcze na moment do kwestii naboru. Strażakiem przeważnie
chce zostać chłopiec, chłopak, mężczyzna. Ale spotyka się też druhny,
niekiedy nawet „na szczycie” jednostki. Myślisz, że tendencja do większej
równowagi – nazwijmy to płciowej – w jednostkach OSP będzie się
utrzymywać?
— Liczba dziewczyn w OSP rośnie i bardzo dobrze, bo w działaniach nie liczy się płeć. Panie coraz odważniej wchodzą w strażacki świat, zresztą nie tylko w
strażacki, bo rozglądając się choćby po służbach mundurowych to widok kobiet
nikogo już nie dziwi. I pewnie ta tendencja będzie się w OSP utrzymywać, wsie i
miasteczka raczej się wyludniają więc każda chętna para rąk będzie mile
widziana. W Reszlu po latach posuchy też mamy wreszcie kobietę w podziale. A
w zasadzie będziemy mieli, bo Iza rozpoczyna właśnie kurs.

— To jednak widok mimo wszystko częstszy w ochotniczych jednostkach.
— Bo jednostek OSP i samych ochotników jest dużo więcej, działają w małych
społecznościach, dlatego łatwiej dziewczynom wejść do tego świata. No i praca w
PSP wiąże się z przejściem naboru, który wcale nie jest taki łatwy i trzeba
poświęcić trochę czasu na przygotowania. Ale są przecież dziewczyny, które
świetnie dają sobie radę. Choćby nasza koleżanka z jednostki, która w Reszlu
rozpoczęła przygodę ze strażą, a dziś jest oficerem w jednej z komend na
Mazowszu.

— Czym się różnicie od Państwowej Straży Pożarnej?
— Między OSP a PSP jest kilka istotnych i oczywistych różnic, przede wszystkim
służba jako zawód i jako dodatek do swojej własnej pracy. Ale w działaniach nie
ma to znaczenia, wykonujemy te same zadania.

— I tak samo narażacie zdrowie lub życie?
— To brzmi tak górnolotnie, ale tak, mamy te same procedury. W przypadku
pożaru w Reszlu jesteśmy na miejscu po max. kilku minutach, strażacy z Kętrzyna
jadą dłużej, a na ten czas wpływa choćby pogoda. Nikt wtedy nie czeka gdy np.
ktoś w środku potrzebuje pomocy. Nie patrzymy tak jednak na to, zdajemy sobie
sprawę z ryzyka, ale wiemy jak je minimalizować. Dużą część zdarzeń realizujemy zresztą bez udziału PSP.

— To czemu niekiedy trafiają się jeszcze tzw. hejterzy? Wiem, że czasem
próbujesz nawracać takich „bohaterów”, którym zawsze coś się nie
podoba…

— Z krytyką, przynajmniej u nas w Reszlu, nie mamy żadnego problemu,
doceniamy te głosy, bo możemy przez to co poprawić. Ale gdy kolejny raz czytasz
o strażakach bez wody czy pijanych ochotnikach to się wkurzasz, bo robisz
wszystko, by ten stereotyp zmieniać. Rozumiemy zresztą gdy ktoś nas poucza czy
rozkazuje w czasie akcji, to często ludzie drżący o swój dobytek, w skrajnym
stresie. Ale tych najmądrzejszych i wiecznie krytycznych też czasem można
spotkać. Tylko dlaczego nie w remizie, z chęciami do sprawdzenia się?

— To byłoby dla nich ciekawe doświadczenie. No i mieliby swój dzień i
patrona. Czego możemy życzyć wszystkim strażakom z okazji Dnia
Strażaka?
— Przede wszystkim bezpiecznej realizacji swojej pasji, tego, by do remiz wróciło
normalne życie sprzed pandemii, żebyśmy znów mogli w pełni wykorzystać swój
potencjał. No i żeby żony (lub mężowie) nie psioczyli zbytnio gdy znów zerwiemy się z obiadu u teściów na alarm. Wszystkiego dobrego Druhom i Druhnom od
OSP Reszel!
— To i my przyłączamy się do życzeń. Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Marek Szymański